Biegam z wypiekami

Czyli coś o łączeniu pasji… wypiekach tych kulinarnych i tych po bieganiu. O najlepszej diecie dla uwielbiaczy ciastków … bieganiu i o najsmaczniejszej motywacji dla biegaczy.. ciastach, ciastkach i ciasteczkach … no i tortach, bo od tortów się zaczęło…

Kilometr siedemdziesiąty pierwszy … moja włoska przygoda…

Wróciłam tylko na jeden dzień. Nawet nie na całą dobę. Na początku planowania nawet nie było na to pomysłu, ale w międzyczasie pojawił się tani bilet do Bergamo. A o Bergamo dużo dobrego słyszałam. Nie zastanawiałam się dłużej niż 5 […]

Czytaj dalej

Kilometr siedemdziesiąty… zakochałam się w Lizbonie ;)

Choć na początku zupełnie nie było we mnie takich uczuć… Dzień 4 wyprawy – Porto – Lizbona – Belem Wstałam rano, pożegnałam się z Hostelem Bluesock, popędziłam na dworzec Campanha (dodam, że jak się ma zakupiony bilet na pociąg z […]

Czytaj dalej

Kilometr sześćdziesiąty dziewiąty … moje Porto…

Postanowiłam napisać w Lizbonie o Porto, żeby nie łączyć potem tych dwóch miast, które już wiem, że są mocno różne, bardzo inne, znacznie w innym klimacie… Zakupiłam butelkę Vinho Verde, aby się lepiej pisało… ono smakuje mi zdecydowanie bardziej niż […]

Czytaj dalej

Kilometr sześćdziesiąty ósmy … o bieganiu z wypiekami podczas Bielańskiego Biegu Dzika oraz Bemowskiego Przełaju Stulecia:)

Minęło już kilka [10] dni od biegowego weekendu, więc najwyższy czas coś napisać. Zanudzałam do niedawna bezbiegowymi notkami, w zasadzie w ogóle zanudzałam, bo nic ciekawego nie było, hmmmm… w ogóle mało co było:) Ale, tak jak wspominałam, mam silne […]

Czytaj dalej

Kilometr sześćdziesiąty siódmy … o Lublinie:) … głównie…

Jak będę pisać z taką częstotliwością, to sama sobie wróżę powodzenie wszelakie. Muszę usiąść i pomyśleć, jak ma wyglądać ten mój blog. Ile ma tu być o bieganiu, ile o wypiekach, a ile o podróżach z wypiekami. Widzę jedną zależność […]

Czytaj dalej

Kilometr sześćdziesiąty szósty… o diabelsko trudnym biegu Bojko Trail…

7 lipca 2018… Ukraina, miejscowość Zhdenijevo… w zasadzie prawie jak zapomniana wioska na końcu świata z wypasionym centrum sportowym Extreme:) Pseudoasfalt z dziurami jak w szwajcarskim serze i żerujący na gościach policjanci:) Brak oświetlenia we wsi… Jeden klub, dwa spożywcze […]

Czytaj dalej

Kilometr sześćdziesiąty piąty … o Berlinie z wypiekami… bez biegania

Piątek… Północ… Dworzec Zachodni… Ecolines… Ale przed, uroczysta kolacja inaugurująca wyjazd jubileuszowy:) Nocny Market… on nigdy nie zawodzi:) Zawsze znajdziesz tam coś co da się z rozkoszą pochłonąć… i … wypić:) Podróż … wymarzona. Zasnęłam pewnie jakoś za Warszawą a […]

Czytaj dalej

Kilometr sześćdziesiąty czwarty … o Budzie i Peszcie, czyli jak z bloga wypiekowo-biegowego tworzy się wątek podróżniczy:)

Doba… tyle wystarczyło mi, aby zobaczyć najważniejsze miejsca w stolicy Węgier – Budapeszcie:) Bilet kupiłam dawno… za grosze, pewnie obróciło się to w granicach 100 zł w obie strony… tanio w każdym razie. Przed wylotem myślałam, aby może zrezygnować, odpuścić, […]

Czytaj dalej

Kilometr sześćdziesiąty trzeci… o wypiekach „bez niczego”, ale nie do niczego:) Czyli o szkoleniu z @misamocy

Było to już jakiś czas temu, ale jak zawsze nie było czasu napisać… Dzisiaj siedzę na lotnisku, gdzieś między kontrolą bezpieczeństwa a boardingiem i korzystam z chwili „nudy”. Choć na lotniskach zwykle mi się nie nudzi, lubię to. Notatkę o […]

Czytaj dalej

Kilometr sześćdziesiąty drugi … o diecie, o Biegu Kobiet, o pływaniu…

Na szczęście wszystko kręci się wokół wypieków. Nie biegam nadal i chyba szybko nie zacznę … Czuję się jak rok temu, gdy przez cztery miesiące narzekałam, że nie biegam znów, wciąż i nadal… Teraz mam to nie przypadkiem, ale na […]

Czytaj dalej