Biegam z wypiekami

Czyli coś o łączeniu pasji… wypiekach tych kulinarnych i tych po bieganiu. O najlepszej diecie dla uwielbiaczy ciastków … bieganiu i o najsmaczniejszej motywacji dla biegaczy.. ciastach, ciastkach i ciasteczkach … no i tortach, bo od tortów się zaczęło…

Kilometr pięćdziesiąty pierwszy… o sporcie i wypiekach… bo jak uprawiać sporty, to tylko … z wypiekami:) I o zmęczeniu…

Nastał czas przymusowego odpoczynku… To jest ten dzień, w którym właśnie przydałby się ktoś, kto nie dość, że ugotowałby rosół (chociaż wolę pomidorową), to jeszcze nalał i przyniósł do łóżka… Bo w łóżku siedzę i nie zamierzam już dzisiaj z […]

Czytaj dalej

Kilometr pięćdziesiąty … po wielu utrudnieniach … o oczarowaniu Kazachstanem (wakacji część druga – ostatnia), o próbach biegowych i najnowszym odkryciu i zakochaniu … w rowerze szosowym ;)

Przygoda z Rosją skończyła się 19 lipca… tego dnia (a w zasadzie to jakoś w środku nocy z 18 na 19 lipca) trafiłyśmy na lotnisko w Irkucku. Z zewnątrz … budynek dworcowy, wewnątrz… zaduch, brak klimy, niezliczona ilość Azjatów i […]

Czytaj dalej

Kilometr czterdziesty dziewiąty … o mistyce, magii, przygodach i … wypiekach – „przypiekach”, nędznych próbach biegania… aktywnościach fizycznych… przełamywaniu barier… czyli o wakacjach marzeń „pod psem”…

Długi ten tytuł… Można się pogubić zaraz na początku, a jak tu dobrnąć do końca… No… ale trochę się wydarzyło w tym ostatnim czasie, dużo się wydarzyło… Kto wie… może odmieniło się moje życie… Na pewno weszło trochę świeżości, a […]

Czytaj dalej

Kilometr czterdziesty ósmy … o bieganiu (!!!!!), wypiekach… czyli w zasadzie o sensie istnienia danego bloga;)

To zacznę od wypieków, bo wypiekałam sobie trochę. A co! Trzeba sobie jakoś uprzyjemnić życie:) Tym razem powstała wariacja sportowych batonów na specjalne zamówienie Odbiorcy w zasadzie stałego, ale smakowo zrożnicowanego… powiedziałabym żądnego nowych smaków i kombinacji. A ja… mi […]

Czytaj dalej

Kilometr czterdziesty siódmy … o nowej/starej „miłości”, o nowej/starej pasji, przygotowaniach do urlopu i … kibicowaniu… bo nie zawsze trzeba być po tamtej stronie barierek…

O bieganiu nie będzie prawie nic… chyba, że do sklepu po: mąkę, śmietanki i mascarpone… do tortu dla Mikołaja:) Plants vs Zombies… moja wiedza się nieco poszerzyła. Do niedawna nie miałam pojęcia co jest czym w danej grze, a dzisiaj… […]

Czytaj dalej

Kilometr czterdziesty szósty… o diagnozie… wypiekach bez biegania… nowych poznaniach i kroku (milowym) w kierunku reklamy i promocji…

Od 21 maja, czyli ostatniej notki… minęło sporo czasu. I chyba ciężko będzie mi streścić, to co się wydarzyło, a pewnie było kilka wzlotów i upadków… Ale to chyba  w każdym życiu są góry i doliny… Aktualnie u mnie wyżyna […]

Czytaj dalej

Kilometr czterdziesty piąty… przede wszystkim urodzinowo, o kontuzji trochę mniej, wypiekach komunijnych, wypiekach sportowych, nowych kulinarnych uniesieniach… i życiu bez biegania…

Zanim zacznę wywodzić się na temat zapełniania czasu bez biegania pokażę dwa komunijne torty, które wyleciały do Kasi i Kuby w poprzednim tygodniu. Odzew jest bardzo pozytywny, a to cieszy. Dziadek Kuby, którego znam osobiście, podobno reklamuje mnie i chwali  […]

Czytaj dalej

Kilometr czterdziesty czwarty … szybko i krótko, bo późno (23:23) … a o czym? O strachu… wymówce… walce…

Boję się … niedzielnego startu, w zasadzie to nawet nie wiem, czy wystartuję… (Białystok półmaraton) Skontuzjowałam się… ale chciałam dobrze, celowo tego nie zrobiłam, bo… przecież lubię biegać, pływać, chodzić…   Nawet hulajnoga w kącie stoi… Tęskni za mną… a […]

Czytaj dalej

Kilometr czterdziesty trzeci … o szeroko pojętych problemach z głową…

Nie, głowa nie boli… Fizycznie z nią całkiem ok, czasami może lekkie przyćmienie ze zmęczenia, ale generalnie całkiem w porządku:) Coraz więcej siwych włosów… ale taka kolej rzeczy, na razie nie zastanawiam się, czy malować, czy zostawiać błyskotki w ciemnej […]

Czytaj dalej

Kilometr czterdziesty drugi … o maratonie (+2km) w górach… i chyba głównie o tym, bo te 44 km biegu Wielka Prehyba zawładnęły w ostatnim czasie moim życiem…

Dzisiaj … boli mniej… Bolało bardzo wczoraj… Do tego stopnia, że rano udawałam kuglarza na szczudłach (szczególnie wykonując dziwne skręty bioder podczas zejścia po schodach do Metra)… po południu koślawą baletnicę ze sztywnymi nogami … wieczorem, po konsultacjach, poszłam na […]

Czytaj dalej