Boję się … niedzielnego startu, w zasadzie to nawet nie wiem, czy wystartuję… (Białystok półmaraton)

Skontuzjowałam się… ale chciałam dobrze, celowo tego nie zrobiłam, bo… przecież lubię biegać, pływać, chodzić…

 

Nawet hulajnoga w kącie stoi…

Tęskni za mną… a ja za nią…

Zerkamy na siebie czasem z politowaniem.. tzn. bardziej ona na mnie… ????

 

Do dzisiejszego poranka ledwo chodziłam… kulałam…

A wszystko dzięki – Jodze:)

Miało wyjść na dobre, a chyba przekombinowałam. Chciałam być fajna i rozciągnięta i robiłam, co pokazywano… ba! nawet nieźle mi szło! Ale chyba coś sobie poprzestawiałam (z tego co mi wiadomo, a jestem już bogatsza o kawałek wiedzy z dziedziny anatomii, to przyczepy mięśni do kości łonowej)… No chyba za mocny był ten szpagat… ale mówiąc szczerze, nic nie czułam, nic nie zauważyłam, że coś było nie tak… dopiero na wieczornym bieganiu… zaczęło rwać w pachwinie, no i nie przestało.

Chciałam dobrze, chciałam się rozciągnąć, chciałam uzupełnić swój trening w coś pożytecznego… Zaplanowałam taki super treningowy dzień: basen + joga + bieganie… cudowne trio. I wszystko byłoby piękne, gdyby nie ten okropny ból podczas ostatniego treningu biegowego…

No stało się…

Spotkałam się oczywiście z opinią, że … może za dużo, żeby zwolnić…

Ale ja na to mam słowa piosenki Natalii Nykiel, którą ostatnio zasłuchuję do znudzenia.

„Nie da się równiej, nie da się żyć mniej, dlaczego twierdzisz ze pod prąd… jak nie ma innej słusznej drogi”:)

 

Nie da się żyć mniej…

Jeśli nie ma innej drogi, to pod prąd… byle do przodu.

Po co w miejscu stać…

Move on:)

 

Ale wracając do strachu, wymówki i walki.

Strach we mnie jest… bo jak i wcześniej nie uwierzyłam jeszcze w siebie:)

Wymówka… mam taka, że nikt się nie przyczepi… Mogę nie wystartować, bo boli… Mogę pobiec słabo, bo boli… Mogę się poddać, bo boli…

 

Ale chyba chodzi o to, że się boję, dlatego wykorzystuję sytuację.

Fakt, boli jeszcze, ale podobno ma przejść.

Pozwolenie na bieganie mam! Tylko kwestia mojego samopoczucia.

Spotkałam dzisiaj bardzo sympatyczną fizjoterapeutkę – Asię. Uratowała mi życie i przyczyniła się  do szansy na wybiegnięcie życiówki w półmaratonie:) No, no, no… Skoro tak mnie „wymęczyła” i nawciskała się tych przyczepów w odpowiednie mięśnie, to chyba powinnam spróbować powalczyć!

Chłodzę się aktualnie moją niezawodną mieszanką warzywną… może w końcu powinnam kupić coldpack, przyda się tak czy siak…

00:00… dzień dobry Dzisiaj:)

Wczoraj przeszło do przeszłości, a było to bardzo wypiekowe wczoraj.

Dwa torty, dwadzieścia ciastek… Komunijny czas:)

Pochwalę się zdjęciami po weekendzie, bo nie wiem, czy już mogę opublikować:)

Ale za to mogę się pochwalić tortem dla Majeczki:)

Bo dumna jestem bardzo z tej pszczółki…

Echhhhh… znowu odbiegam od tematu wypowiedzi (na maturze by mnie oblano, za lanie wody):)

O strachu już pisałam, choć można go nazwać chorą ambicją… Albo się udaje i czuję się super, albo nie i mam doła… Ech… to nie jest zdrowe podejście… dlatego się boję, wiem, co jest nie tak ze mną, we mnie i  świadomość niedociągnięć mnie przeraża…

(ale burzy i tak się boję bardziej)

Wymówkę mam, ale na chwilę obecną chciałabym spróbować. Mogę alternatywnie przebiec z Bratową 5 km i przywieźć medal, ale będzie to medal „poddańczy” a przecież chodzi o to, żeby walczyć!

No właśnie walka… ze samą sobą, z myślami, nastawieniem, motywacją…

????

Cel… chcę mieć cel długoterminowy…

Dziś nakręciłam się na swimrun!

W tym roku pierwsza edycja  w Polsce.

Ja wiem, że nie jest to na razie na moje możliwości siłowe, wydolnościowe i umiejętnościowe… ale jakby postawić taki cel na 2019 rok… (boję się, że na 2018 to za wcześnie).

Uwaga!

Czy znalazłby się ktoś chętny, kto chciałby pobawić się w to ze mną?

Tak, wiem, to szaleństwo!

Trzeba skompletować odpowiedni strój, płynąć w butach!!! No i płynąć przede wszystkim… (tu jeszcze trochę mnie czeka):)

Tak myślę, że w dwa lata ogarnę… chętni? W zasadzie to jednego chętnego potrzebuję.

Swimrun – to byłoby coś!

Bałystok… odjazd 10:00…

Spakowałam już walizkę…

Strój biegowy jest!

Życzę sobie szczęścia.

Jeśli mam wystartować, to wystartuję … i nic mi nie przeszkodzi:)

A Wy… trzymajcie kciuki dziś, żeby nie bolało.. jutro… żeby siły były i noga podawała:)

Będę się chwalić po… jesli będzie się czym chwalić:)

 

Dobranoc!

Pchły na noc!