W Obwodzie Leningradzkim spędziłam 8 pełnych dni. Te dni przed maratonem można uznać za relaksik, właściwe zwiedzanie rozpoczęło się zaraz po:)

Pierwsza wycieczka… Wyborg.

Wyborg to miasto należące do Rosji, ale zdecydowanie nie jest ono rdzennie rosyjskim miastem. W ogóle nie ma tam rosyjskiego klimatu, wszechobecny jest szwedzko-fiński duch i w zasadzie nie ma co się dziwić… Miasto było raz tu, raz tam… Wyborg (Viborg) w 1721 roku w wyniku szwedzko-rosyjskiego Pokoju w Nystad przeszedł w ręce Rosji. Potem należał do Finlandii. A w czasie II Wojny Śiatowej Armia rosyjska zajęła Wyborg a ludność fińska została wysiedlona. I tak zostało do dzisiaj. Miasto rosyjskie, ale jakby nie… 🙂

Z Sankt Petersburga można dojechać do Wyborgu pociągiem. To chyba najprostsza, najszybsza i najłatwiejsza droga. Pociągów w ciągu dnia jest kilka, ale polecam Jaskółkę:) Lastochka – tak nazywa się pociąg, jeździ 3-4 razy dziennie i jest to zdecydowanie szybki pociąg (czas podróży około 1h 15 minut), zatrzymuje się na 2 przystankach, kosztuje około 350 rubli. Można też jechać zwykłą „elektrichką” ale trzeba liczyć się z minimum „nastoma” przystankami i czasem jazdy między 2-3h:) Ceny nie znam, dla mnie wybór był prosty. Pociągi odjeżdżają z Dworca Finlandzkiego. Do dworca można dojechać metrem, wysiąść na stacji Plac Lenina. Z ciekawostek… w budynku dworca znajduje się Stolovaja nr 1. Można zjeść śniadanie/obiad/kolację z widokiem na Lenina i Petersburg.

Wyborg, na tyle mały, że nie ma mowy o potrzebie korzystania z komunikacji miejskiej. Do właściwego, zabytkowego centrum i zamku pieszo z dworca dochodzi się w 15 minut. Mapę miasta można dostać bezpłatnie w biurze informacji turystycznej, które znajduje się nieopodal dworca kolejowego.

Pierwsze moje kroki skierowane były w poszukiwaniu jedzenia:) Wpadłam na dworzec bez planu czasowego, nie sprawdzałam pociągów, nie zjadłam po drodze śniadania… i pociąg był za 10 minut:) Złapałam drożdżówkę w kiosku i wsiadłam do jaskółki, by czym prędzej dostać się do miasta marzeń. Może nie było to wielkie kluczowe marzenie, ale bardzo chciałam tam pojechać. Nie zawiodłam się:) W samym Wyborgu sporo kawiarni, restauracji i stolovaja. Marna była, więc postanowiłam znaleźć coś innego. I tutaj spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie 🙂 Czasami wydaje się nam, że los nam nie sprzyja, nie układa się, życie kładzie kłody pod nogi… w planie miałam dojechać na dworzec, zjeść w Stolovoj i pojechać na wycieczkę. Nie zdążyłam… W Wyborgu stołowa wyglądała tak sobie, a jedzenie, niestety gorzej… nawet syrniki… Włączyłam internet i znalazłam kawiarnię… Stwierdziłam, że może choć w miarę przyzwoita kawa się znajdzie. To był strzał w „10”:) Kawa była pyszna, dostępna alternatywa:):):) A syrniki… zajęły 2 miejsce w rankingu 🙂 (pierwsze to te z Coffee3):) Wydawałoby się początkowo, że nie powiodło mi się, ale później zrozumiałam, że dokładnie tak miało być. Miało mi się nie udać zjeść w Petersburgu i stołówka w mieście też miała być słaba, abym odnalazła CUP coffee & tea. Bardzo przyjemne miejsce wizualnie i smakowo. Polecam całym sercem. Zdecydowanie, jeśli kiedyś wrócę do Wyborgu, odwiedzę tę kawiarnię:)

Rozmarzyłam się…. i mimo, ze przed chwilą jadłam… pochłonęłabym podwójną, lub potrójną porcję serniczków… zdecydowanie:) Uwielbiam:):):)

Człowiek posilony pysznościami, to człowiek radosny. Poszłam zwiedzać miasto. Pierwszy cel – Wyborgski Zamek i wieża Olafa. Niestety nie da się wejść na wieżę „ot tak”… wejścia są o określonych godzinach + tylko w komplecie ze zwiedzaniem muzeum. No to poszłam… muzeum w zamku to zdecydowanie muzeum historyczne z elementami geologii, flory i fauny:)

Dla mnie najważniejsza była Wieża Olafa. Kolejny raz chciałam spojrzeć na miasto z góry, podziwiać dachy, domy, ulice… A Wyborg jest wielobarwny, dosłownie i w przenośni:)

Doczekawszy się swojej godziny wspięłam się na wieżę. Wejście było z przewodnikiem, nie było innego wariantu. Przewodnik opowiadał historię zamku i wieży. Jak była burzona, paliła się, o tym, że wcześniej miała piętra a teraz w środku jest pusta przestrzeń (ale podobno już nie długo). Wchodzenie do góry było troszeczkę straszne, przerażająca była przestrzeń pod i nad. Schody i ścieżka jest umieszczona pod ścianą. Poza tym nie wygląda to jakoś solidnie i pewnie. Ale co tam. Chodziło o te widoki. Warto było!

Robi wrażenie? Na mnie tak. Ale mimo tego, że w środku było emocjonująco, to jednak na zewnątrz nastąpiła kulminacja euforii. Wyborg jest piękny:)

Po zwiedzeniu zamku, warto udać się do „kolorowego centrum”, tego z pierwszego zdjęcia z wieży. Po prawej stronie wybija się ponad dachy domów Wieża zegarowa, ocalawsza po fińsko-sowieckiej wojnie.

Nie można było wejść na górę, ale czy w ogóle nie można… hmmmm, właściwie nie wiem.

Spacer uliczkami miasta jest niezwykle ciekawy. Daleko tu do zabytkowej, przepełnionej cudownymi kamienicami starówki, jednak wąskie uliczki, zaniedbane podwórka mają swój urok. Miasto turystyczne, ale jakby nieco zapomniane. Nadszarpnięte upływającym czasem z niewielką ilością inwestycji. Przyciąga turystów swoją historią i pozostałościami po swojej świetności:)

Po miasteczku poruszałam się swobodnie, mapę miałam, ale korzystałam z niej rzadko. Częściej z Maps.me, gdzie miałam oznaczone miejsca, które chciałam zobaczyć. Jednym z takich miejsc był sklepik z pamiątkami „Ryzha lapka”, gdzie mieszka ryży kot Kuzia. Jest wielki, puszysty i nie za bardzo przejmuje się gośćmi:) Jak wpadłam po pamiątkowe zakupy, to spał:) Ale można kupić złotą szyszkę ze wskazówką życiową:) P.S. Mnie się moja nie za bardzo spodobała, więc nie będę się chwalić:) hihihi

W Wyborgu warto pokręcić się po uliczkach, aby zobaczyć inne ciekawe miejsca, jak np Wieżę dawnego Ratusza. P.S. Za pierwszym razem byłam dosłownie obok i nie zauważyłam jej:)

Lub też Dom Gildii Kupieckiej.

Dość ciekawie prezentuje się plac rynkowy w Wyborgu. Znajdują się wokół niego restauracje, stołówka i sklepy:) No, nie są to centra handlowe. Klimat zdecydowanie małomiasteczkowy:) Rynek pod dachem, gdzie kupić można warzywa, owoce, mięso, obrusy, śrubki, pamiątki:) Okrągła wieża z restauracją. Zerknijcie sami.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zostawiła w Wyborgu swojego śladu:) Zobaczywszy Drzewo marzeń, postanowiłam skorzystać z okazji i marzenie swoje na nim zostawić. Koszt niewielki, a jak ma się spełnić, to co będę sobie żałować 😉 Ja postanowiłam odnaleźć swoją drogę:) Ale przejrzałam przy okazji marzenia i życzenia innych. I wiecie o co proszą ludzie? Głównie proszą o miłość. Moje szukanie drogi dotyka również sfery miłości, ale chyba muszę stanąć w długiej kolejce do spełnienia owego życzenia:)

Człowiek tak chodził, chodził… w końcu zgłodniał:) Tak jak mówiłam, Wyborg niewiele ma wspólnego z Rosją, co potwierdza również jedzenie 🙂 Małe sprostowanie, syrniki są typowo wschodnie i tu były przepyszne:) Ale oprócz nich można spotkać krendele – coś jakby precle, ale nie do końca takie jak nasze… ani to ciasto pszenne, ani francuskie, ani drożdżowe…. dziwne:) Ale nie najgorsze. Ale również nie powalające:) Fajnie wyglądają, są na pewno charakterystyczne dla miasta, przyciągają turystów. W wersji słodkiej – z cynamonem, lub słonej – z kminkiem lub solą. Chyba jeszcze z makiem są.

A na obiadek poszłam do Taverny. Szukałam czegoś nowego, oryginalnego, no i trafiłam na średniowieczną dworską knajpę ze stylowymi dekoracjami i kelnerkami idealnie pasującymi do wnętrza. Nie miałam weny na wielkie dania, więc wzięłam słonego krendelka + ciasteczka/zapiekanki z marchewką i chyba mięsem, nie za bardzo pamiętam. No i lokalnie ważone piwo.

Wszystko co dobre… szybko się kończy. Obeszłam Wyborg wzdłuż i wszerz – tę starą część. Zajrzałam do portu i znalazłam żółty tramwaj:)

I wróciłam do Sankt Petersburga…

Aby wybrać się na kolejną wycieczkę (choć w zasadzie ta była pierwsza):)

Park etnograficzny pod miastem – Bogoslovka. Najcudniejsza cerkiew, którą w życiu widziałam. Czasy studiów kojarzą mi się z wieloma obrazkami cerkwi, świątyń i soborów. W głowie zawsze miałam piękną, drewnianą cerkiewkę, z drewnianymi kopułami. Nie wiem, czy to ta – Bogoslovka, ale zdecydowanie jest cudowna. I uznaję ją z TĘ, którą zawsze chciałam zobaczyć na własne oczy:)

Dojazd nie jest trudny, trzeba dojechać do stacji metro Lomonosovskaya i przejść na przystanek autobusowy, skąd odjeżdża autobus nr 476 lub marszrutka 476-M. Przystanek Park Bogosłowka.

Zapaliłam swoją świeczkę… i ruszyłam w dalszą drogę… drogę życia:)

Drogę podróży i radości, nowych odkryć i emocji…

Wycieczka 3 – Shilisselburg… tak, wiem, brzmi bardzo rosyjsko:)

Szlisselburg znajduje się w miejscu, gdzie Newa wypływa z jeziora Ładoga. A głównym punktem, miejscem, które przyciąga turystów lokalnych i nie lokalnych jest Twierdza Orieszek:) Sama twierdza i stare miasto Szlisselburga zostały wpisane na Listę UNESCO.

Twierdza została wzniesiona w XIV wieku a jej celem była obrona przez Szwecją. Duch walki jest obecny podczas zwiedzania całego obiektu. Budowla znajduje się na orzechowej wyspie i dostać się tam można statkiem, który co pół godziny kursuje z przystani w miasteczku. A do miasteczka dostać się można … autobusem:) Metrem trzeba dojechać do stacji Dybenko, a dalej autobusem 575, czas dojazdu od stacji Metro… około 40-60 minut.

Sama twierdza to wieża, mury obronne, muzeum, dawne więzienie, pomnik zwycięzców, ścieżka turystyczna po murach z widokiem na Jezioro Ładoga. No i Newa… i Ładoga. Miejsce historyczne, ciekawe, bohaterskie.

Czy warto? Pewnie! Nadal jest to blisko od miasta, czyli Petersburga. Sama twierdza ciekawa historycznie, ale i architektonicznie. A przy okazji – kilku-kilkunasto minutowa przeprawa statkiem po Newie:)

Ciekawa przygoda, cudowna małomiasteczkowość i mimo, że miejsce turystyczne, to prawie puste. Zdecydowanie polecam.

Tyle… tylko tyle zdążyłam zobaczyć poza Petersburgiem. Niezbyt dużo… Ale nie miałam na więcej czasu. Ale… co się odwlecze, nie uciecze. A nad Ładogą jeszcze wiele miejsc do zobaczenia. I nad Newą. I w ogóle w okolicy Sankt Petersburga. Ale … będzie łatwiej. Od października mają wejść e-wizy. Nie będzie potrzeby składania wniosków w konsulacie. Wystarczy zgłoszenie w sieci. No i e-wizy są bezpłatne.

Nie mogłam dostać lepszej wiadomości:)

Ukochany mój Petersburgu i okoliczne miasta i miasteczka… niebawem zobaczymy się ponownie. Jeszcze nie wiem kiedy, ale już tęsknię i czekam na ten czas 🙂

A Was, moi kochani Czytacze, zapraszam do Petersburga i Obwodu Leningradzkiego. Zakochanie gwarantowane:)