Zacznę od najważniejszego…

BBD2, czyli drugiej edycji Bielańskiego Biegu Dzika…

Emocje opadły, choć podczas samego biegu sięgały Zenitu… Czekałam ja, czekała cała Drużyna, czekali zawodnicy, czekali organizatorzy… 16 września w nowej odsłonie, w nowym miejscu odbył się drugi Bielański Bieg Dzika… z wymarzoną pogodą, z pięknymi emocjami, ze szczęśliwymi ludźmi. Udało mi się uczestniczyć w całej imprezie… z wypiekami… dosłownie. Sama wprawdzie nie wypiekłam, ale wypieki były od Piekarni Piwoński (chałki dla dzieci). Zostało też trochę dla dorosłych:) Jak dla mnie – strzał w dziesiątkę:)

Muszę przyznać, że zabawa była na medal! I medale też były piękne:)

To był trochę przełomowy czas dla mnie (sporo jakoś przełomów w moim życiu ostatnio):)

Po pierwsze … pobiegłam (zmieniłam dystans z 10 km na 5), ale przebiegłam sama i w zasadzie tylko z maleńkim bólem!!! A to oznacza, że wracam do zdrowia:) Wracam, pięknie. Czuję się cudnie. W takich momentach docenia się powrót do sprawności. Nie wyobrażam sobie być na BBD i nie pobiec. Zrobiłam to! I bardzo mnie to cieszy:)

Po drugie … uwierzyłam w „puszczanie życzeń” i odpowiedź Wszechświata, Boga, Aniołów na życzenia z głębi serca, życzenia przepełnione wiarą… Może się to wydać śmieszne i ten, kto tego nie doświadczy, może uznać mnie za wariatkę (ja też podeszłam do tego sceptycznie):) W każdym razie bardzo chciałam mieć album z 2017 roku pt. Pasja biegania (bo jest tam moje zdjęcie z Biegu Chomiczówki z 2017r)… dawno o tym albumie wiedziałam, ale z tego co pamiętam nie jest on dostępny ot tak do kupienia:( Ania (nie ja) „puściła życzenie”… a Wszechświat odpowiedział… Nie, nie wylosowałam go. Nie, nie wygrałam… Nie, nie ukradłam 😉 Przyszedł do mnie sam (dzięki Aneta jeszcze raz):) Drobna rzecz, niby mało realna, ale … spełniona. Mam Go! Mam, stoi dumnie na półce i czasami zaglądam, by powspominać styczniową niedzielę i pierwsze w życiu „bycie zającem”:)

W 2018 roku chyba też chcę:)

Zaczęłam biegać… wolno i spokojnie, ale coś się zaczęło dziać…

Na koncie już 10 km i 11,5… i wydać się może to śmieszne, ale dawno bieganie mnie tak nie cieszyło… bieganie bez bólu:) Bo nie bolało, ani trochę przy tej „10” ani przy „11,5”:) Wspaniałe uczucie. Cudowne! Móc biegać, cieszyć się biegiem, truchtać w zasadzie, ale czuć się komfortowo:) W końcu mogę napisać, że biegam … z wypiekami:) W weekend przydałoby się coś dłuższego „machnąć”:)

Ale z wypiekami też pływam… i jeszcze mi się nie znudziło … jeszcze nie.

Miewam lepsze i gorsze dni, ale generalnie jeszcze się nie poddałam i nie zamierzam:)

W ostatnim czasie miałam huśtawkę nastrojową… po entuzjazmie BBD,ognisku, spotkaniu z Dziką Rodziną… przyszła deszczowa niedziela, samotność, smutek, żal… tęsknota za Kimś, kogo nie mam i kto wie… kiedy mnie odnajdzie… a ja jego. Dopadła mnie nie tylko chandra… ale dopiekła mi samotność, zaczęłam się użalać nad własnym losem, jak mi źle samej i takie tam… długo to nie trwało, bo jeszcze w poniedziałek, ale czasami mnie dopada… to od czego uciekam, dopada mnie samo i przypomina o sobie. Nie miewam desperackich myśli, aby być na siłę z kimkolwiek… Jak się zakochać to na zabój… ale nie w byle kim, tylko w TYM… jeśli zechce, abym ja była TĄ… Miałam nawet chwile aktywniejszych „poszukiwań”, ale odpuściłam… poddałam się… zdecydowanie zwątpiłam w powodzenie w tej materii … i czasami jest mi smutno… szczególnie jesienią…

A potem mnie ogarnęło wszechobecne „po co?”.

To chyba jesień, bo zwykle nie mam dołujących myśli, ale po radości i zdenerwowaniu przyszła obojętność i rozczarowanie tym, że chciałabym aby moje życie wyglądało inaczej… Dlaczego jest tak, że tęsknimy za tym, czego/kogo nie mamy…

Powinnam być najszczęśliwsza na świecie…

…mam pracę, zdrowie, dach nad głową… podróżuję, pływam, roweruję, biegam (w końcu), piekę, w zasadzie robię co chcę… a jednak chciałabym czasem, aby ktoś mi powiedział, że dzisiaj zostajemy w domu… wskakujemy pod koc i nudzimy się… razem… a ja … ja mam mnóstwo zajęć i jak tylko mogę, uciekam z domu, choć to dziwne, bo uwielbiam swój dom:)

Staram się wierzyć, że każdy ma zapisaną ścieżkę życia… i spotyka ludzi na tej drodze nie przypadkiem, każde spotkanie ma swój cel, czasami płytki, czasami głęboki, ale ma cel… każdy napotkany człowiek wnosi coś do naszego życia…

Ostatnio dość często zadaję sobie pytanie „po co ja to wszystko robię?” i mimo tego, że nie zawsze sama umiem sobie na to pytanie odpowiedzieć, to nie poddaję się. Wierzę, że w końcu będę miała z kim napić się wieczorem wina, pogadać, popłakać, pośmiać się, pokłócić a potem pogodzić. Tęsknię… czasami tęsknię za chwilami z przeszłości, choć nie powinno się wracać do tego co było, rozpamiętywać… Nie żałuję podjętych decyzji, ale też czasami chciałabym aby pewne sytuacje potoczyły się inaczej… trwały, ale nie zawsze ja mam na to wpływ:(

Kiedyś pytanie „po co?” zastąpi stwierdzenie … właśnie po to! 🙂

po co… po co… po co…

Najbardziej „zabawne” jest to, że większość osób wokół mnie nie pomyśli nawet, że bywają u mnie smutne dni, bo ja zwykle jestem radosna. Te zdania nie są wołaniem o pomoc, to tylko takie luźne stwierdzenia. Jesienne podsumowania i przemyślenia. Wszędzie mnie pełno, robię to i tamto i jeszcze coś, a czasami chciałabym rzucić to wszystko i zająć się rutyną życia, ale z kimś fajnym obok… Ale dopóki nie jest to dla mnie osiągalne, to rzucam się jak wyłowiona rybka na boki i szukam swojego szczęścia. Może jest ono w sporcie… może w wypiekach… może w podróżach… może w próbowaniu nowych potraw… może….  na pewno gdzieś jest!

Zbyt często (choć nie mówię, że źle… ) robię coś dla innych, a nie dla siebie…

Bo inni we mnie wierzą bardziej, bo jak zrobię coś, to się „przypodobam”… bo coś…

Choć wychodzą z tego całkiem dobre rzeczy:)

Np wolontariat na Maratonie Warszawskim.

Nie będę się rozpisywać o wpadkach które widziałam, o wpadkach, o których słyszałam, w których uczestniczyłam…

Było, minęło… wrażenia zostały pozytywne! Najeździłam się (62km), ale mogę przyznać, że spełniłam się w roli… lubię organizować i pilnować porządku. I tutaj trzeba było trochę podziałać:) Ale spodobało mi się. Było bardzo w porządku. Szkoda mi było tego, że to ja miałam biec, ale jak nie z jednej strony, to z drugiej… wykręciłam kilometrowo maraton i trochę:)

Fajne to bardzo uczucie, gdy wiesz, że jesteś potrzebna/potrzebny. Że ktoś Ciebie szanuje i Twoje zdanie, że zarządzasz czymś i działa to dobrze:) Sama organizuję sobie życie, ale czasem chciałabym się poddać innej organizacji … czyjejś… żeby ktoś pokazał mi jak żyć… co jest najważniejsze… zmienić priorytety…

Nie płaczę codziennie do poduszki, choć czasem łza poleci… albo więcej …

Bywa mi smutno i źle, ale za chwilę radość przepełnia mnie od stóp do czubka głowy…

Nie lubię samotnych jesiennych wieczorów… w takie nawet ciepła herbata nie pomaga… i wino też nie… bo wino to dobrze się pije z kimś…

Zmieniam temat:) Bo jakoś tak desperacko, smutno, narzekająco się robi… a nie jest taka moja codzienność. Takie są chwile, które nachodzą pewnie wielu z nas/was. Ale chwile mijają…:)

Wypieki! To one tutaj królują:)

Wypiekło się ostatnio troszeczkę:)

Podobno coraz lepiej mi to wychodzi… i fakt, mam więcej pomysłów, mam więcej frajdy, widzę, że z każdym kolejnym tortem jakoś tak zgrabniej, ładniej, estetyczniej. Staram się jak zawsze, ale ręka się wyrabia:)

Zamówienia w ostatnim czasie miałam trzy (mówię o tych tortowych).

Pierwsze dla przyszłej Panny Młodej, z goluteńkim panem… 🙂

 

Kolejny poleciał do Marcina, synka mojej Anny (tej od życzenia):)

Ale to nie koniec, bo urodziny miała też Gabrysia, która zamówiła tort z Myszką Minnie:)

I jeszcze beza dla Kogoś Ukochanego…

Ale torty to jedno, bo drugie to… rozkręcający się popyt na energię ukrytą w batonach:)

Przybył mi nowy Sportowiec, Kulturysta, Trener personalny – Artur Topolewski z CRS Bielany 🙂 Energia mu się przyda, a przy okazji ja zmobilizuję się na trening z profesjonalistą:) Owa chwila nastąpi za tydzień i zastanawiam się… jak długo będzie bolało:):):)

Wspomnę też i o stałym Odbiorcy – Konradzie, który nie tylko spełnia się jako Triathlonista, ale również jako Trener pływania … tak, tak… to Ten, który nie raz daje mi w kość (i ja Jemu też… moimi buntami przed nowymi ćwiczeniami w wodzie, których przecież „nie da się wykonać”):) A tak przy okazji, jakby ktoś szukał trenera pływania, to znam takiego jednego;)

Jest też Eliza, dla której porcja batonów właśnie stygnie w kuchni:)

Podobno mają jej zagwarantować „pudło”… mam nadzieję, że tak będzie:)

Dzięki większej batonowej mobilizacji tworzę nowe smaki…

Standardowo w ofercie kokos + orzech laskowy, orzech włoski + migdał, sezam w różnej postaci, ale ostatnio dorzuciłam do kakao skórkę pomarańczową, do kakao dorzuciłam też suszonego (bez cukru) banana…

Przyznam szczerze, że ciekawa jestem odbioru nowości.

W zasadzie każde „coś” daje nowość. Dzisiaj np zakupiłam suszone maliny i stworzyłam wersję batonów z kakao i malinami… (jak wystygnie, to powiem, czy smaczne… choć oblizywanie miski już było niezłe:))

nie wytrzymałam, zjadłam kawałek… i chyba mam nowy nr 1!!! Kakao + maliny, słodycz pomieszana z kwaskiem malin:) Bardzo mi się to zestawienie podoba!!!

Ale oprócz smaków, które muszę jakoś spisać, pracuję nad formą wizualną – opakowanie. Na razie chyba wygląda to nieźle, choć mam już nowe pomysły opakowaniowe. Zamówiłam też torebeczki na batony i inne małe cuda i coś jeszcze:)

Bo ja lubię wymyślać, tworzyć, upiększać, ozdabiać:)

Tylko te materialne rzeczy upiększyć jest łatwo… gorzej z tymi emocjonalno-duchowymi:)

Ale tu też się staram.

Choć mam problem ” z głową”… znowu.

(strasznie to brzmi)

Chodzi tu głównie o sportowe przedsięwzięcia…

A najbliższe zawody to Triathlon Bielański (zostały 2 dni)… a w zasadzie nie licząc dzisiaj to jeden…

Zaczyna mnie łapać przeziębienie – ale nie jestem pewna, czy to nie reakcja obronna organizmu na strach przed czymś nowym:)

Nachodzi mnie zwątpienie, bo nie wiem, czy robię to dla siebie, dla zabawy, czy dla Trenera, żeby Jemu pokazać, że dam radę… a przecież nikomu nic nie muszę udowadniać. Zapisałam się, bo chciałam… fakt nie zrobiłam tego od razu, bo nie sądziłam, że to pływanie jakkolwiek mi wyjdzie… ale dostałam „cynk”, że jestem w stanie to przepłynąć… no to poszło.

Ma być zabawa, ale wiadomo… chciałoby się coś w sobie przełamać:)

P.S. Dzięki Kamila za dobre słowa… Ty wiesz jak człowieka podbudować, aby zobaczył „+” pośród wielości „-„:) Wiem, że jak ukończę ten Triathlon, to będę zadowolona – bez wątpienia. Mam nawet plan na pizzę (w końcu nie zawsze ją jem):) Musze tylko przekonać swoją głowę, że to będzie dobry dzień, dobre pływanie, rower i bieg… to będą świetne emocje i niesamowite wrażenia… nawet pogoda ma być ładna:)

Ach!

Przypomniało mi się:)

Dołączyłam ostatnio do organizacji Razem dla Bielan. Pomyślałam, że jeśli mogę dodać coś od siebie w mojej dzielnicy, to czemu nie. A ludzi mają świetnych, pomysłów mnóstwo, inicjatywy rewelacyjne. Więc jak tylko czas pozwoli i będę mogła dołożyć swoje „3 grosze”, to chętnie. Mam już nawet za sobą pierwszy piknik:) I pierwszy artykuł w gazecie:)

Czasami tak sobie myślę, że Bielany to jest moje miejsce.

Kiedyś musiałam tu trafić nie przypadkowo… taniec mnie skierował na Bielany i zdecydował, że tutaj chcę mieszkać. No i chcę:) Chcę mieszkać na Bielanach. Dobrze mi tu i ludzie są wspaniali:)

Tym miłym akcentem kończę na dzisiaj…

Pędzę po aspirynę i spać… aby za dużo nie myśleć o „po co?”:)