… WOŚP…

zacznę od najświeższego, bo najświeższe newsy są smaczniejsze niż suchary sprzed dwóch tygodni…

Nie przyłożyłam się wielce do organizacji, ale swoje pięć groszy dorzuciłam i owszem:)

Ale … od rana …

Rano było morsowanie, bo niedziela bez morsowania, to niedziela stracona. Morsowanie niezwykłe, bo pierwsze w mrozie i chłodzie:) To było wyzwanie. Nie wejście do wody, ale wyjście:) Nie było minus piętnaście, a minus sześć… trzeba było wykuć przerębel i … niestety, nie wszyscy mogli wejść razem i w grupie cieszyć się z wydobywających się z nas endorfin. Partiami. Każdy na swój czas. Ja tym razem nie podtrzymałam tendencji + jedna minuta, byłam około pięciu. Stwierdziłam, że wystarczy przy takiej zmianie temperatury otoczenia. Ale nie tylko dzięki minusowej temperaturze to morsowanie było niezwykłe. Cudowność spowodowana była dobrymi sercami i obecnością Wolontariusza WOŚP – Grzegorza. Sam z nami nie morsował z powodów zdrowotnych, ale zebrał pewnie trochę grosików do puszki, co zostało uwiecznione:)

Szybkie ubieranko, ciepła herbatka, powrót do domu też nie na długo i spotkanie „po latach”, też szybkie i krótkie, bo od 15 zaczynała się impreza kluczowa – Finał WOŚP na Bielanach, w CRS na Lindego. Niby nie było miliona atrakcji, ale impreza wg mnie udana na medal. Nasza drużyna Naprzód Młociny reprezentowała działkę sportową, ogródek z przeszkodami. Tor przeszkód. Nieskromnie mówiąc… znowu wyszło dobrze, bardzo dobrze, nie najlepiej, bo zawsze może być lepiej, ale było tak jak ma być. I powiem szczerze, że nie spodziewałam się aż takiego zainteresowania, ale się udało:) Udało się! Ruch był nieustanny, dzieciaki cieszyły się i wracały. Rodzice wrzucali grosiki do puszek, a młode pokolenie hasało po torze przeszkód:)

Nawet nie tylko dzieci hasały:)

Ale każdy czasami może lub nawet powinien poczuć się dzieckiem:)

Czasami tak się spinamy, aby ludzie na nas „dobrze patrzyli”, dobrze oceniali… Aby generalnie wypaść „dobrze”… tylko czym jest to dobrze. Dobrze dla nas, czy dobrze dla nich. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że stara baba (a w zasadzie dwie, bo nie byłam sama) skacze na „dmuchańcach”, ale jak można obojętnie przejść obok Supermana?:) Poza tym… chyba nigdy na czymś takim nie skakałam:) A w zasadzie… to sprawiło mi tyle radości, że nie macie pojęcia. To są te chwile, gdy masz gdzieś to gdzie jesteś, jak oceniają Ciebie inni, co robisz i jak wyglądasz. Liczy się to, że skaczesz i sprawia Ci to radość. A tak serio… to chyba nic się wtedy nie liczy… I to jest piękne, że nie liczy się nic…

I jakbym mogła te chwile powtórzyć… to stałabym pierwsza w kolejce 🙂

Ale impreza WOŚP to nie tylko zabawa, dla nas była to zabawa połączona z pracą, ale cała Owsiakowa Orkiestra to machina dobrych pieniędzy:) Dobrych pieniędzy na dobre cele. Dołożyłam i tym razem swoją cegiełkę i w zasadzie nie spodziewałam się tego sama, nie planowałam, a wyszło spontanicznie… gdy zaczęto licytować pierwszy kawałek tortu…

Odezwał się we mnie łowca, zwycięzca… nie było trudno, bo liczyło się ryzyko wypłaty większej gotówki, liczyła się kasa:) I odwaga:) Finalnie poszło „na pół”, a w zasadzie drużynowo:) sto czterdzieści złotych, tyle nas kosztował kawałek tortu… tort był pyszny, a na tortach troszkę się znam, tak troszkę, ale to troszkę pozwoliło ocenić mi, czy jest smacznie:)

Dzięki Paweł, bez Ciebie nie poszłabym dalej w tę licytację. A tak… mieliśmy niezły kawałek tortu:)

A pieniądze poszły na dobry cel:)

Podsumowując… niezła impreza.

Duże zaangażowanie.

Smacznie:)

Aktywnie.

Miło, bo wśród dobrych ludzi zawsze jest miło:)

A na koniec koncert dla niewielkiej, ale bardzo zaangażowanej publicznoiści:)

Dzięki Razem dla Bielan! Fajnie mieszkać na Bielanach:):):)

Dawno nie byłam tak zmęczona… Cały dzień gdzieś, cały dzień coś… W biegu, w ruchu, w skoku, w pędzie… w ślizgu i czołganiu:) Ciągle gdzieś.

Obżarłam się ciastem… tak, wiem, miałam porzucić słodycze, ale… przynajmniej jadłam to bezglutenowe:):):)

Poniedziałek [17:09]… właśnie zapisałam się i opłaciłam swój pierwszy prawdziwy triathlon! Nieporęt 2.09.2018! Będzie się działo. Jeszcze moja Pani Trener o tym nie wie, ale mam nadzieje, że jakoś mnie w to wpasuje:) Szczególnie, że chciałabym pobiec maraton na koniec września:) Juhuhuuuuu… to trzeba zacząć kręcić na rowerze:)

To taka wstawka w kwestii planów biegowych, powoli się klarujących:)

Styczeń: Bieg Chomiczówki – 15 km, początek biegowego roku, pierwszy start, pierwszy medal, pierwsze koty za płoty.

Luty: Ultraśledź – 50+, to już nie taka bułka z masłem, ale dam radę, pewnie, że dam:)

Marzec: Bieg Kobiet – 5 km, jako relaksik, rozluźnienie:)

Kwiecień: planów biegowych brak, chyba że sztafeta Kusocińskiego, hmmmm… to kwiecień?:)

Maj: Półmaraton Białystok i próba złamania 1:50:00:) Aga… damy radę? 🙂 Damy!

Czerwiec: planów biegowych brak

Lipiec: Bojkotrail – 40+ i znowu góry:) Tym razem piękniejsze niż dotychczas!

Sierpień: planów biegowych brak

Wrzesień: aaaaaaaa! Triathlon Nieporęt 1/8, Bieg Dzika – 5 km, Maraton – 42 km, chciałam jeszcze 15 km ultra na Podlasiu, ale chyba nie ogarnę… bieg Logistyka też pewnie będę musiała odpuścić…:(

Październik: planów brak, ale może by tak Łemkowyna? Ciekawe ilu Naszych jedzie:)

Listopad: tu trzeba ewidentnie coś skroić na miarę… Aby hucznie zakończyć rok:)

Taki jest plan, plany czasami się „rypią”, ale mimo wszystko mam nadzieję, że się uda! Że plan zostanie wykonany! Że będzie tak, jak ma być! Najlepiej, aktywnie i sportowo!

Na razie tak jest:) Na brak wrażeń nie narzekam!

Biegam z planem, czasami poza planem, zwykle za szybko, ale staram się trzymać zaleceń 😉

Pływam z planem Pana Trenera, ale o tym planie wie tylko On, więc nawet nie wiem kiedy jest poza planem…chociaż chyba teraz jestem, bo ramię nadal boli i jakoś nie może przestać… brak mi sił na te kontuzje…

Nie jeżdżę na rowerze… jeszcze nie, ale poczyniony i opłacony zapis chyba zobowiązuje:)

Piekę, wypiekam, ozdabiam…

Od Nowego Roku kilka fajnych sztuczek się wypiekło…

 

Dal Kaliny – koniecznie bananowy:) Z Raźnymi Rajdowcami:)

Dla Konego, na „40” wg pomysłu Romy – Żony:)

Czekolada i maliny:)

No i perełka „na torcie”…

10 urodziny SnowShow! Śmietanka, wiśnie i czekolada!

W najbliższym czasie czekają mnie jeszcze dwa ważne zamówienia, chociaż w zasadzie każde jest dla mnie ważne:)

Tak i to się kręci wszystko jakoś.

Biegam, pływam, piekę, wariuję, szaleję, bawię się, jem, piję, płaczę, cudaczę…;)

Zajęta „po kokardki”… i mimo, że każdego dopadają czasami melancholie, to… dobrze mi, dobrze mi ze sobą:)

Nie szukam już wrażeń, same mnie znajdują;)

Emocji we mnie sporo, szczególnie ostatnio strachu… przed bieganiem:D

Dostaję od Agnieszki (obozybiegowe.pl) coraz szybsze treningi… heh raz to nawet zapytałam, czy się nie pomyliła… okazało się, że nie i co lepsze… ja nawet ten trening okiełznałam bez bólu… 🙂

Szykuję się mentalnie do obozu biegowego 4.02-11.02… i też się boję. A co! Boję się jak cholera, bo mam ochotę powalczyć, ale nie wiem, czy jestem aż tak silna 🙂 No cóż, na pewno wrócę mocniejsza, przemaglowana treningowo, wzmocniona na duszy i sercu i w nogach…