Piekę…

Biegam…

Czyli robię dokładnie to, co głosi idea tego bloga:)

Powstało w międzyczasie kilka nowych tortów, kolejne porcje batonów i sporo ciastek… a to jeszcze nie koniec… i całe szczęście, że jeszcze nie koniec. Przygoda wypiekowa trwa, a ja czuję, że jest fajnie… tylko szkoda, że człowiek nie regeneruje się tak szybko, jakby chciał:( I szkoda, że doba nie ma kilku godzin w gratisie…

Nie wyrabiam się czasowo… tworzę plany, przeskakuję z jednego zadania na drugie, walczę sama ze sobą, ze zmęczeniem, z czasem … z życiem…:)

Pęd mnie ogarnia…

Nie mam czasu nawet poużalać się nad sobą… teraz jestem tu (kawiarnia Fawory) … a za godzinę będę w tramwaju jadącym na Pragę… za dwie na ul. Siennickiej na zajęciach dla biegaczy… wrócę może po 20… ale do paczkomatu muszę podjechać, bo kawa w końcu została dostarczona!!!

I jeszcze ciastka spakować dla Nails by An. 🙂

Życie…

[edit… to było w poniedziałek, dziś jest sobota]…

spotykam się czasem z opiniami, że ktoś chciałby tak jak ja… ale czy na pewno? Czasami w wolny dzień … zaczynam odpoczynek o 21 … a o 22 kładę się spać:) Ale nie narzekam. Może troszkę, bo życie ucieka, ale w zasadzie, czy sama tego nie chciałam? To ja kreuję tę zajętość:) Jest ok, ale na ile wystarczy mi sił…

Ciężko streścić PRAWIE MIESIĄC milczenia!!!

Nie wiem nawet co napisać.

Zawodów biegowych nie miałam, bo Pilzno było ostatnim występem w roku 2017.

Ale biegam, w końcu… choć dla wielu moje treningi są „spacerowe”, ale ja muszę się rozkręcić. Dać sobie czas, przyzwyczaić do tempa. Długości… Do regularności.

…do biegania…

Wypiekam…

Dawno to już było, ale się udało przypomnieć… bo nic nie rozbudza wspomnień tak mocno jak zdjęcia, wizualizacje…

Upiekłam tort dla Moniki, dałam Jej go w prezencie:)

Miały być koty… Jej koty:) i jest aparat, bo to Monika działa fotograficznie tak dobrze, że chwalić mogę pod niebiosa. Zdarzyła mi się sesyjka z Moniką, a nawet dwie… i obie są genialne.

Zarzuciłam pomysł sesji „Biegam z wypiekami”, ale potrzebujemy jasnej i dużej kuchni… ktoś? coś?

Oprócz tortu dla Moniki powstał jeszcze tort ślubny. Pierwszy w życiu. Dla Izy i Andrzeja, którzy mimo wielu, wielu lat razem postanowili przypieczętować swój związek:)

Pomysł na tort był mojej Siostry, Alutki. Ona też wymyśliła ideę, zamówiła toper. Ja byłam wykonawcą.

Jestem bardzo dumna  z tego tortu, bardzo. Bardzo mi się podoba. Przy każdym się staram, ale ten wyszedł jak perełeczka, klasyka, elegancja. Zobaczcie sami:)

 

Oprócz ślubów są też urodziny, a jak urodziny… to i tort urodzinowy:)

Dla Patrycji, kobiety życia mojego kolegi z pracy. Z tortem wiąże się pewna zabawna historia, powiem tak… tort miał być niespodzianką, a ja … nie wiedząc dla kogo ten tort … wygadałam się jaki jest i pokazałam zdjęcia… samej Jubilatce :/

No tak nie fajnie wyszło…

Anna! czasami wypadałoby trzymać język za zębami:)

 

Ale, żeby nie było nudno…

Był też tort dla kierowcy jednej z firm transportowych na polskim i międzynarodowym rynku – firmy Sław-Trans. Dla Michała. Podobał się, a czy był smaczny … „a kto to pamięta” 🙂

Na koniec …

Pani Marzena i tort na Jej 5o urodziny i moja „twórcza” samowolka.

Miał być śmietanowy… był, ale w środku;) „Zewnętrznie” ogłosiłam bunt.

Miało być klasycznie i fakt, nie ma kwiatów, figurek, wystającej trawy…

Jest śmietanka, owoce, czekolada, jest masa kajmakowa … i sprężynki:)

Mam nadzieję, że smakował i mimo zmiany koncepcji… że jednak się podobał:)

Ale okres przedświąteczny, to nie tylko torty, a w zasadzie prawie wcale nie 🙂

To pierniki i ciastka (choć te właściwe, to dopiero 18.12 – warsztaty z ozdabiania pierników):)

Trochę ciastek już wypiekłam, a to jeszcze nie koniec:)

Pierwsze duże zamówienie było od mojego Kolegi Krystiana, który postanowił zrobić niespodziankę swojej żonie i wymyślił świąteczne ciastka dla klientów jej gabinetu fizjoterapii:)

 

100 sztuk:)

Prezentują się mam nadzieję… imponująco.

Kawał dobrej pracy:)

Dumna jestem z nich bardzo.

Ale nie mniej dumna jestem z ciastek – Ludków Pomagutków:)

Ciastka korzenne z szaliczkami „Pomagam”:) Na imprezę charytatywną, która odbyła się 10.12.2017 w CRS Bielany. Zbierane były fundusze na leczenie i rehabilitację trójki młodych Bielańczyków. Mam nadzieję, że efekty były zdumiewające:)

Piekę…

Pracuję po pracy… piekę w każdej wolnej chwili, co widać w braku postów na blogu.

Nie mam czasu skrobnąć niczego dłuższego, ale to minie…

choć w zasadzie nie wiem, czy chcę, aby minęło;) Chwilo trwaj. Mały reset sił i dalej do przodu…

w końcu nie bez przyczyny mam tatuaż „move on”…

Oprócz zamówień specjalnych są też zamówienia stałe:) Te, z których jestem nieziemsko dumna, bo jak Ktoś do mnie wraca po ciastka, tort, czy batony… to znak, że jest to dobre, że smakuje:)

Jeśli mamy ustalony smak, to mogę wprowadzać innowacje w wyglądzie, jak np w ostatniej dostawie energetycznych batonów – nowe naklejki:) Muszę teraz zamówić takowe, ale z logo Biegam z wypiekami:)

Tymczasem szykuję się do kolejnej „wydawki” ciastek a w zasadzie ciastków w sweterkach dla Nails by An. Usłyszałam od Niej, że te ciastka, to zostanie u niej tradycja:) Cudownie. Bardzo mi miło:) To kolejny znak, ze to co robię jest po prostu fajne!

Fajnie czuć się fajnie:):):)

A fajnie czuję się nie tylko podczas wypiekania, bo tutaj czasami głowa jest zmęczona, a plecy bolą… ale podczas próbowania wypieków… nie moich, cudzych, zagranicznych.

Na początku grudnia wybrałam się z koleżanką do Bratysławy.

Nie mają Słowacy zbyt bujnej kuchni, ale da się coś tam wynaleźć smacznego… np. bratysławskie rożki (rogaliki) z orzechami. Natchnęły mnie one do zrobienia ich na święta. Ciekawe, czy udałoby mi się w opcji gluten free:)

Te „wąsiaste” to z orzechami.

Te „podkowiaste” z makiem.

Wygrały jednogłośnie orzechowe!

Pycha, obłęd:)

Nie za słodkie, przyjemne.

Tęsknię za nimi…

Choć oprócz rożków było też kilka innych kuchennych inspiracji, np. lokse (takie naleśnki, ale z mąki ziemniaczanej, z nadzieniem na słodko i na wytrawnie). Zjadłam z: bryndzą, kapustą i orzechami. Tw orzechy (tak jak i w rogalikach) – obłęd:) Wino… grzane i rozgrzewające. „Prowadziłam się” zupełnie nie sportowo. Wina wypiłyśmy sporo… „ona temu winna”:) hhhehehe

(to te z orzechami … mmmmmmmmmmmm…):)

Wino… czerwone i białe. Ciepłe i zimne. Na jarmarku i w knajpie (kilka ich już odwiedziłyśmy):)

Brakuje mi tylko wina „ribezlove” – porzeczkowe. Całkiem niezłe, nadaje się idealnie na grzane:)

Muszę złożyć zamówienie:)

I kawa…

Bratysława zaskoczyła mnie kawami alternatywnymi. Nie trzeba było mocno szukać, aby znaleźć kawę parzoną w aeropressie lub drip. Cenowo – w zasadzie to samo co w Polsce. Smak… zawsze to ręka i wyczucie baristy decyduje o tym, co dostaniesz.

Kawa… piję bo lubię. Dzień bez kawy byłby jakby pusty. Ale kawa musi być dobra. Trochę mam inne oczekiwania wobec kawy, co nie znaczy, że zupełnie mi odbiło, ale jeśli mam wybór, to zdecydowanie z niego korzystam i wybieram czarną, alternatywną, przelewową z dobrej jakości ziaren. Nie masówkę… Chcę czuć się wyjątkowo, celebrować kawę jako małe święto. Cieszyć się smakiem, zapachem, kolorem:)

Dlatego teraz zamówiłam 3 mieszanki świąteczne do metod alternatywnych. Głównie z nutami czekoladowymi. „Lubię to!”:)

A coś o samej Bratysławie…

Nie za dużo tam do zobaczenia, ale na samym starym mieście dość przyjemnie… szczególnie, że ten Jarmark tam był:) Kilka zabytków, Dunaj, restauracje i bary… weekendowo –  w sam raz!

Pobiegać po mieście też można…:) W końcu miałam zadany trening i mimo bagażu tylko podręcznego – udało się zabrać buty do biegania i biegowe wdzianko. Trening wykonany – Pani Trener może być dumna:)

A wracając do treningów, to biegam… chyba już wspominałam, że biegam:)

Ale jakby biegania po Warszawie było mało… zapisałam się na obóz biegowy zimowy w Zakopanem.

To nic, że drogo, ale muszę zmienić klimat, a przy okazji… mogę się zmęczyć, nawet bardzo. Początek lutego – Moi Drodzy Czytacze … nie ma mnie w Warszawie, nie piekę, nie pływam, nie chodzę do pracy… biegam po górach, po Tatrach (już mi trochę straszno…):)

Obóz wybrałam z ekipą sprawdzoną, pewną… a poza tym, jak mogłabym inaczej. Nikt nie wie o moim bieganiu więcej niż moja Pani Trener:) Dlatego postanowiłam pojechać z obozybiegowe.pl (Agnieszka Kruszewska-Senk i Aleksander Senk) – Profesjonaliści! Poza tym, jak tak trochę sentymentalnie. Byłam u nich raz, nie mam potrzeby próbowania u innych. A kolejny argument taki, że Agnieszka przygotowuje mnie do Ultraśledzia 50km+… Obóz jest 2 tygodnie przed, podobno ma mnie wzmocnić i mam mieć odpowiednią „chwilę” czasu na odpoczynek przed startem. Mam nadzieję, że tak będzie. Ufam Pani Trener:)

A pozostając w kwestii Trenerów, to dał czadu dziś Pan Trener pływania. Myślałam, że ducha wyzionę… szkoda, że aparatu nie miałam, bo dzisiaj zdecydowanie pływałam z WYPIEKAMI!!! I to jakimi, aż sama czułam jak mój wysiłek „wychodzi” w rumieńcach na policzkach. Ciężko było dzisiaj, ale … z perspektywy kilku godzin po… jest fajnie. Czuję się zmęczona, nawet bardzo, ale zastosuję się do zaleceń… spacer, odpoczynek. W końcu zasłużyłam:)

… gdyby jeszcze te nogi jakoś większy zakres ruchu osiągały, a ręce swobodnie „rzucały się” do wody i nie uginały, lewe kolano za szybko nie wychodziło, powietrze nie blokowało żołądka… gdyby barki się uruchomiły, sił było więcej… to byłoby zdecydowanie całkiem już bardzo fajnie:) heheheh

nie, nie jest tak źle, czasami nawet dostaję pochwałę, ale sama widzę progres niesamowity…

i nadal mi się chce i podoba.

Ograniczyłam pływanie w tygodniu o jeden poranek mniej, ale musiałam coś zrobić. Nie radziłam sobie ze zmęczeniem. Pobudka o 5 rano 3 razy w tygodniu i praca + praca po pracy + treningi biegowe to okazało się trochę za dużo dla mnie:( Mój organizm poddawał się, co chwilę jak nie smarki do kolan, to złe samopoczucie, przeziębienie… no słabo dość to wyglądało, trochę nadal wygląda, bo… nadal nie mam czasu na porządny odpoczynek:( Może w styczniu gdzieś wyjadę … zresetować się, wyłączyć, nabrać sił, popatrzeć na ładne obrazki, poczuć przyjemne smaki, przyjemne chwile, pić kawę i wino, cieszyć się życiem:)

Tak… odliczam dni do stycznia:)

A tymczasem…

Cieszę się porządkiem w pokoju (posprzątałam cały tydzień:)uffff…) … ciesze się choinką, muzyką…

nastrojowo mi…

Choinka z wypiekami:)

Chyba czas na spacer (tak mi dzisiaj zalecił Pan Trener), to chyba trzeba posłuchać.

Warszawska Starówka, może kubeczek grzanego wina, choinka, lampki… szkoda, że śniegu nie ma…

Do następnego… szybszego:)