Jakby ktoś chciał wziąć udział w kameralnym biegu trailowym bez medali i z łatwą opcją zgubienia drogi, czy trochę jakby biegu na orientację… to zapraszam do skorzystania z oferty Hannah Pilsen Marathon i wzięcia udziału w jednym z biegów towarzyszących. Okolica … nie powiem… ładna, bardzo ładna. Czasami troszkę asfaltu, ale późniejsze wąwozy i skarpy oddają to, co zniechęcające na początku (w końcu do lasu trzeba jakoś dobiec):) 700 km trasy w bardzo miłym towarzystwie po to aby… zjeść prażony ser x2… napić się piwa Pilsner (tak, jest i u nas, ale ja piję lokalsy:)) przespacerować się po rynku i … przebiec półmaraton:) zgubić się na ostatnim kilometrze… napić piwa na punkcie odżywczym:) Takie cuda tylko w Czechach:)

Trasa, jak wspomniałam malownicza, ale okrutnie źle oznaczona. Pierwszy raz widziałam takie cudo:) (ale widać mają taki patent na więcej niż tych jednych zawodach):) Malują strzałki sprayem na ścieżkach, czasami na drzewach… Te na ścieżkach po przebiegnięciu iluś tam osób się ścierają i bywa, że biegniesz i wcale nie jesteś pewna/pewien, czy to dobra droga:)

Punkt odżywczy… też wysprayowany:)

Ale generalnie, wspominam to miło…

Troche bezkarnie żarłam czekoladę studencką i bramburki + Pilsner…

Dziewczyny – maratonki zgubiły się na około 5 km, a my… my nie pomyliłyśmy trasy ani na 5, ani na 7, ani na 15… pomyliłyśmy ją na kilometrze 22… z 23:) Dobrze, że  w pewnym momencie Pati zauważyła basen i zagrodę z psami, którą już mijałyśmy + … las i znak przed lasem, który dobrze pamiętałam ja…

To był znak, że zaczęłyśmy drugie kółko:)

Wróciłyśmy po strzałkach (odwrotnych) do startu, nadrobiłyśmy jakieś 2,5 km… ale było śmiesznie.

Czeski film, nikt nie wie o co chodzi, a strzałki, po których chcesz biec wybierasz sam:) Tyle w temacie.

Miłe zakończenie sezonu:)

Sezon startowy się skończył, ale zdecydowanie nie skończyło się bieganie:)

Ono właściwie się zaczęło i to nie z byle kim, a z obozybiegowe.pl 🙂 Wróciłam na „stare śmieci”, bo sprawdzone i pewne.

Warto wracać do tego co dobre i sprawdzone, co nie oznacza, że inne jest złe. Agnieszka z obozybiegowe.pl przygotowała mnie świetnie do maratonu (w 2018 r zrobi to kolejny raz):) a tymczasem walczymy o ultraśledzia… bo udało mi się zapisać:) Jest wprawdzie pewien niecny plan… gdzie być może ja na starcie będę już zdyskwalifikowana, ale czuję, że to musi się tak zdarzyć:) Na razie jestem na liście biegu na 50 km… ale kto wie, czy niebawem nie będę na liście na kilometrów 80!!! Dlaczego i po co? … niech to pozostanie moją słodką tajemnicą:) A może pobiegnę 80… tylko przydałby mi się support na ostatnie 15-20… bo boję się ciemnego lasu… to mnie najbardziej przeraża:) Chętni?

Ultraśledź 2018 to będzie wyzwanie:) I mam zamiar temu sprostać:)

Trenuję bieganie od … 2 tygodni (fajnie to brzmi w odniesieniu do tego, co napisałam wyżej… że może pobiegnę kilometrów 80):) Na razie nie biegam z wywieszonym jęzorem i brakiem tchu, ale w końcu mamy regularność i zadaniowość, czyli to, co lubię:) I zajęcia na sali, nowe:) I pływam nadal też. Wprawdzie ostatnio zdarzyło mi się zaspać i jutro też mam odwołane, ale … zobaczymy jaką mam silna wolę i czy pójdę mimo tego, że Pana Trenera nie będzie… Wyzwanie:) Zrobić trening samodzielnie bez kontrolera układania rąk i całego ciała:)

Chyba idzie mi lepiej, w pływaniu. Czasami nawet dostanę pochwałę, czasami ją „wynegocjuję”:) Czasami ręka się nie ugina, a głowa nie wykręca za mocno, czasami nogi pracują dobrze, czasami jednak nie za bardzo. Czasami bardzo mi się nie chce i czasem też przeszkadza mi cieknąca z nosa krew, ale jeszcze się nie poddałam… jeszcze nie:)

I z bieganiem też walczę:) Bo chcę, by biegało się lepiej, lżej, ciekawiej, łatwiej, może szybciej, choć to nie jest mój główny cel. Rozwijamy się i to jest najważniejsze:) I oby tak dalej… z wypiekami!

A wypieków w ostatnim czasie sporo…

są wypieki biegowe, regularne po wolnym wybieganiu i po przyspieszeniach a nawet po crossie w Lesie Bielańskiem są…

są wypieki po pływaniu, mimo ochłody z wody, one są… po treningu krótkim, a najbardziej po długim:)

są wypieki po morsowaniu, bo jak organizm się schłodzi, to potem musi rozgrzać i wtedy pojawiają się rumieńce;)

są wypieki te słodkie… a ich było niedawno całkiem sporo…

Był Królik Bing i Flop… (śmietankowo, frużelinowy – wiśniowy)

Były ciasteczka na chrzest Szymona:)

Po chrzcie, moja mała koleżanka Nela miała urodziny…

A mnóstwo wypiekowej energii poleciało również na Targi Logistyki i Transportu, gdzie moja firma Kimlog wystawiała się i poszukiwała nowych klientów:)

Przyszło również stałe zamówienie od Konrada… które mnie mocno zainspirowało do nowych pomysłów na rozweselenie batonów:)

Ale urodziny mieli również Antek, który lubi Shreka, Zbyszek – fan Zygzaka i Czesia:)

 

Nawypiekało się trochę…:)

I w sumie dobrze… bo najgorszy w życiu jest zakalec… takie nie wiadomo co;)

Parę spraw w życiu też w ostatnim czasie się upiekło…a skoro się upiekło, to trzeba skonsumować i zapomnieć i szukać nowych inspiracji na przyszłość. Ile można żyć w zawieszeniu, czekać na cud, który nie ma zamiaru się zdarzyć… może dotarło do mnie w końcu to, że można czekać, jeśli się ma na co czekać, a jak się nie ma, to się żyje tym, co tutaj i teraz! I mimo mojej przezorności chciałabym planować, ale wiem, że nie zawsze się da. Trudno wyzbyć się marzeń i pragnień dotyczących przyszłości, ale ostatnio jakoś mi tak lżej… Na pewne rzeczy (bardzo brzydko mówiąc …) mam wyje%#$e. Albo zaczęłam mieć…  Nie wiem, czy da się przestać czekać na cud, ale wiem, że da się więcej myśleć o sobie, a nie o innych. W końcu, jak sama o siebie nie zadbam, to nikt tego nie zrobi. Każdy ma swoje życie, które go pochłania i absorbuje. Każdy niech będzie szczęśliwy z tym co ma, z tym kogo ma!

… to ja pochłonę się w sobie …

Byłam w kinie, na filmie… a nawet dwóch…

Suburbicon – generalnie nie polecam… to Czeski film w wersji amerykańskiej, gdzie gra mój ukochany Jason Bourne… który ani trochę z Jasona nie ma … Poszłam na film ze względu na Matta Damona, ale zawiodłam się i nim samym i w ogóle filmem. Nie podobało mi się i tyle.

Listy do M3 – smutno-wesołe historie, które kończą się happy endem:) Tu dopiero można się było rozmarzyć… I ten film polecę, bo dobrze się go ogląda i nie wieje nudą i generalnie wiadomo o co chodzi… święta, miłość, łzy, radość… love is in the air:)

Zbeczałam się… bo tak mam i koniec kropka:)

Jeszcze w planie jeden film, na który czekałam „Najlepszy”:)

 

Powoli zaczynam „wykupować” miejscówki na biegach w roku 2018…

Ultraśledź jako pozycja numer jeden, choć przed Śledziem będzie jeszcze Bieg Chomiczówki:) Jeszcze nie wiem, czy na „zającowo”, czy na tempo:) I miejscówke opłaconą w Półmaratonie Bialostockim też mam i w planie – zrobienie tego, co w 2017 się nie udało – złamanie 1:50:) Jeśli nie dopadnie mnie żadna kontuzja, to jest to w moim zasięgu:)

I to tyle chyba… chociaż odkryłam ostatnio nowy trailowy bieg – Bojko Trail i mam ogromną na niego chrapkę:) Lipiec 2018, ukraińska część połonin Bieszczadzkich…

Bojko trail prawie jak Bajka trail:) Żywo się nim interesuję:)

Chociaż latem chciałam spróbować sił w Triathlonie…

Ech, Och, Ach… za dużo zawodów, za mało czasu… 🙂

Pozdrawiam Was… z wypiekami:)