Nieco niespodziewany (jeszcze miesiąc temu…)

Wywołujący nerwy, stres i dziwne bulgotanie w brzuchu…

Od podjęcia decyzji… wyczekany:)

Mimo, że niezbyt trudny, to jednak bardzo wymagający (dla mnie)…

Wyjątkowy, bo pierwszy…

Wspaniały, bo „na pudle”…

III Triathlon Bielański:)

Odbył się dokładnie 30.09.2017. Czekałam na ten dzień, trenowałam, walczyłam z lenistwem i słabościami… pokonałam swoje niemoce, nie przekroczyłam granicy komfortu, ale dotarłam do mety i zebrałam całkiem niezłą pulę gratulacji:)

Za które OGROMNIE dziękuję:)

I informuję… „haczyk został połknięty”…

P.S. Kamila G. już wysyła mi listę Triathlonów na 2018:) hehehehhe

Nie mam konkretnego planu startowego (oprócz Ultraśledzia, Maratonu – Orlen lub Warszawski i półmaratonu w Białymstoku):) Jestem otwarta na wszelkie inne propozycje zawodów:)

No ale…

Jak już wspominałam przekonał mnie do zgłoszenia się na zawody Konrad, który uczy mnie pływać. Swoją drogą, chyba nieźle mu to wychodzi, skoro przepłynęłam, dopłynęłam, o czasie nie mówię, a inni zawodnicy stwierdzili, że było „dostojnie i technicznie”… no z tą techniką, to Konrad pewnie nie do końca się zgodzi 😀 ale mam nadzieję, że chociaż trochę jest dumny ze swojej uczennicy:) Ja generalnie dumna jestem bardzo z siebie:) Choć przed wejściem do wody stracha miałam ogromnego. Chciałam stchórzyć… nawet dwa dni przed miałam poczucie przeziębienia i osłabienia… zastanawiałam się, czy rzeczywiście coś mnie „bierze”, czy to mózg generuje symptomy… aby poddać się i nie powalczyć – głównie ze sobą:)

Weszłam do wody i zaczęłam… skończyłam z czasem 11:15. Szału nie ma, ale jest od czego zaczynać.

Tylko ja nadal nie wiem jak się przełamać, powalczyć, przycisnąć i przejść granicę „niemocy”… Nie wiem. Jak wmówić swojej głowie, że mogę i dam radę! Bardzo chciałabym to zrobić w bieganiu, w pływaniu, na rowerze, w życiu…

No, ale wracając. Przepłynęłam. Wyszłam w wody zadowolona i szczęśliwa. Miałam chwilkę „zadławienia” bo chyba za szybko zaczęłam… no bo chciałam szybko:) ale uspokoiłam oddech i poszło. I spodobało mi się. Nawet bardzo:) Atmosfera zawodów jest fajna, nawet jeśli to małe zawody. W sumie kameralne imprezy są bardzo przyjemnie.. i konkurencja mniejsza… hehhehehee… stanęłam na pudle z miejscem 3, dostałam statuetkę i motywacja wzrosła x100! Za rok też chcę tam być:)

O! Właśnie … w planach zawodów obowiązkowe pozycje to jeszcze te lokalne: Bieg Chomiczówki, Bieg Kobiet, Bieg Dzika, Triathlon Bielański:)

Po pływaniu trzeba się było przemieścić do Lasku Młocińskiego i dzięki życzliwości Pana Trenera nie miałam z tym żadnego problemu:) Numer startowy 87, godzina 13… około… banda zapaleńców rusza w trasę rowerową – około 8-9km. Przejechałam ją z prędkością ponad 24km/h… co na rower MTB i na moje „wytrenowanie” było wyczynem:):):) Choć miałam poczucie, że się wlokę na tym rowerze bardzo. Dałam radę.

(fot. Bielany na start)

Z roweru zejść nie mogłam (wspaniale, że nie miałam wpinanych butów, bo chyba trzeba byłoby mnie zbierać z ziemi):) Prze to nieudolne zejście dorobiłam się kilku nowych pokaźnych siniaków, ale czym są siniaki wobec emocji, energii, które się wytwarzają podczas zawodów… są niczym wobec zachwytu i radości „po”:) W każdym razie zejść nie mogłam, ale się udało. Rzuciłam kask i w drogę i tu… (hahhaa) opór powietrza:) Zatkało mnie:D Biegłam wolno, ale nie mogłam oddychać. Kondycja moja jest na poziomie chyba minus sto! Musiałam przejść na chwilę do marszu, ale … tylko na chwilę. Trucht, ale dobiegłam.

Nie mogłam odpuścić, bo zbyt wiele osób mnie „pilnowało”.

Była niezawodna Petarda, która za każdym pojawieniem się mnie na horyzoncie krzyczała tak, że nie widziałam jej, ale słyszałam. Uwielbiam Ją za to… w ogóle Kibice są fajni.

I Pan od pływania też przy każdym okrążeniu nakazywał „cisnąć”…

No nie pocisnęłam za mocno, bo moje ciało nie chciało toczyć się szybciej, ale… ale to początek przygody. Bardzo emocjonujące są te zmiany i zmiany prędkości. Niezła blokada. Najpierw suniesz na rowerze, powietrze smaga Cię po ramionach a potem… opór… zwalniasz i to jak bardzo… starasz się przyspieszyć, ale nogi nie chcą przebierać szybciej… nie chcą… starasz się podnieść wyżej kolano, a  ono ma gdzieś polecenia z mózgu… ciało czuje się jakby niedowentylowane… oddech się skraca i masz wrażenie, że ciśnie Cię w płucach… Ale w sumie, to jest fajnie:) Bardzo fajnie:) Najfajniej!

Dzięki za wsparcie Tych, co wspierali na samych zawodach i tych, którzy przesyłali zdalnie fluidy mocy i powodzenia.

Udało się.

Kolejny raz się udało (a ja jeszcze narzekam…)

I nawet statuetkę dostałam.. to dopiero jest motywacja:)

(fot. Bielany na start)

(fot. Bielany na start)

Atmosfera na medal!

Na organizację też nie mogę narzekać…

 

Na tę okazję postanowiłam naprawić swoją urodzinową bransoletkę:)

Uznałam, że to dobra okazja, żeby te trzy dziedziny sportu były nie tylko w sercu:) Bransoletka wykonana dzięki Biżuterii Sportowej. I tak, wiem, będzie to lokowanie produktu, ale będę Ich wspierać zawsze i wszędzie, bo cuda robią niesamowite i dla tych, co zakochali się w sporcie… dają wiele radości, by to zakochanie pokazać w bardzo ładnej biżuterii wykonanej z sercem i rękami wspaniałych ludzi:)

Widziałam ostatnio u Nich taki czerwony rowerek… zawieszkę do bransoletki… chyba mam na niego chrapkę:)

Zamówię u Mikołaja;)

A tak w ogóle to biegam… wracam, wróciłam, biegam… wolno, to wolno, w sumie to nigdzie mi się nie spieszy. Ale biegam. Ostatnio przebiegłam nawet 15 km!!! (pamiętam jak dziś, kiedy cieszyłam się z pierwszej w życiu przebiegniętej „15”… to był grudzień 2015!!! Przed Biegiem Chomiczówki!)… teraz 15 już tak bardzo nie cieszy, albo inaczej… cieszy w inny sposób:)

… z wypiekami…

Tortów nie piekłam od ostatniej serii, ale… mam zapytanie na ciastka na halloween:)

Hmmmmm… fajne to zapytanie, bardzo kreatywne! Już nie mogę doczekać się realizacji:)

A zostając w dziedzinie cukiernictwa chciałabym wspomnieć o… projekcie, który podrzuciła mi Kamila – Szkolenia z zanikających zawodów  – Cukiernik z tradycjami. Zaczęło się to dawno temu… jakoś chyba na przełomie sierpnia i września. Trzeba było wysłać CV, odpowiedzieć na kilka pytań… No to wysłałam i odpowiedziałam i w zasadzie zapomniałam, aż Pan Maciej do mnie zadzwonił i zaprosiła na rozmowę (drugi etap):)

Dowiedziałam się, że zgłosiło się ponad 20 osób, wybrano na rozmowy 8, a docelowo wygrane będę dwie:)

Rozmowa krótka, rzeczowa, dosłownie kilka minut na reklamę siebie, opowiedzenie o przygodzie z cukiernictwem i ocenienie, co mogę dać Panu Cukiernikowi od siebie. A dać pewnie mogę niewiele… jeśli chodzi o innowacje cukiernicze… ale z drugiej strony, mogę dać nieco świeżości w dekoracji, może zmienić coś wizualnie – to lubię…:D Mogę dać ręce do pracy, bo mimo, że ciężko, to lubię grzebać się w wypiekach. Mogę pomóc w reklamie i marketingu, opowiedzieć na blogu, relacjonować poczynania cukiernicze.

Nie wiem, czy moje innowacje cukiernicze spodobały się Panu Krzysztofowi – Cukiernikowi.

Siedział trochę niewzruszony, nie… nie był niezainteresowany, wyglądał na zamyślonego, choć zaśmiał się troszkę z moich wieloznaczności w nazwie bloga:) I zapytał, jak ja znajduję na to czas… Znajduję, jak trzeba to znajduję:) Układam plan… może nie jest to wymarzone życie wg planu, ale czasami muszę. Jak wezmę na siebie więcej słodkich obowiązków, to muszę wszystko zaplanować… ale póki co … w planie znajduje się czas na zepsute ciasto i ponowne wypiekanie, więc ten plan nie jest taki napięty…

Choć czasem marzy mi się, aby spalić jakieś ciasto… bo ktoś mi pokrzyżuje plany w kuchni 😉

(taka luźna wstawka)

Podsumowując… byłam, powiedziałam, co miałam powiedzieć, poszłam na luzie, zrelaksowana, bez spinki:)

Jeśli się nie dostanę, to jednym z głównych powodów będzie niepełna dyspozycyjność…

Bo to, że się nadaję… to nie mam wątpliwości, ale praca jest pracą, jest ważniejsza niż szkolenie cukiernicze:)

Jeśli da się z Szefem coś nagiąć (jeśli się dostanę), to super, a jak nie… to oznaczać będzie jedno… nie miało mnie tam być, może na ten czas zaplanowane jest dla mnie coś innego:) Hmmmm… ciekawe co?

Pozostaje czekać i zobaczyć… jaki jest dla mnie ułożony plan…

A plany w głowie (te które sama układam) mam przeróżne.

Jednym z nich jest zorganizowanie zajęć wzmacniających dla biegaczy na Bielanach.

Darmowych, dzięki wsparciu UD Bielany! Wiwat UD Bielany!!!

Mam półzielone światło na poszukiwanie trenera… salę też możemy ogarnąć „z urzędu”… działam! Jeśli się uda, to będzie znak, że niezły ze mnie organizator… co pewnie jeszcze bardziej potencjalnych kandydatów na Męża odstraszy… ale już chyba tacy się mnie boją… za głośna, za dużo jej, zbyt samodzielna, zbyt zajęta i takie tam… A może jednak się mylę… ciekawe, co w tej materii jest zapisane na mojej ścieżce:) Wiele robię, ale wiele mogę zmienić… wszystko zależy ode mnie:) To ja układam plan dnia… no chyba, że dzień układa się poza mną:D

„i opadam i wzbijam się i ciągle chcę więcej …”