Na szczęście wszystko kręci się wokół wypieków.

Nie biegam nadal i chyba szybko nie zacznę …

Czuję się jak rok temu, gdy przez cztery miesiące narzekałam, że nie biegam znów, wciąż i nadal…

Teraz mam to nie przypadkiem, ale na własne życzenie, więc marudzenia będzie zdecydowanie mniej:)

Mniej marudzę, bo … DOBRZE JEM!!!

I bardzo mi z tym przyjemnie:)

Będzie to notka trochę „sponsorowana”, bo wychwalająca kompetencje Dietetyczki Aldony!

Ale jak coś jest dobre/ktoś jest dobry, to trzeba chwalić! Absolutnie:)

Postanowiłam wrócić do dietetyczki Aldony, w końcu to Ona pokazała mi dawno temu jak powinnam jeść, ale wtedy jeszcze miałam ustabilizowaną sytuację życiową, bez rewolucji, z regularnymi w miarę posiłkami itp, itd…

Potem był rozłam życiowy, „zapominanie” o kolacji, albo przesypianie jej i spadło ze mnie chyba z 8 kg… Moja waga była niska, co w pewnym momencie nawet mi się podobało, ale nie do utrzymania, bo zaczęłam biegać, więc… waga mięśni wzrosła + zaczęłam jeść i moje ciało pokazało mi pięknie, czym jest jo jo… z minus 8 na + 13… szok… i co gorsze … w ciągłym ruchu, pływam, biegam (no… teraz nie, ale zwykle tak), coś tam ćwiczę… a waga w górę. Więc postanowiłam zrobić profesjonalne badania i wybadać, co tak na prawdę mi nie służy i wyszło… (pszenica, w ogóle mi nie służy… a wręcz bardzo szkodzi, trochę za nią gluten – sruten, do tego białko jajka – szoooook!, zielony groszek, pistacje, orzechy laskowe i jakieś jeszcze małostki bez których spokojnie można żyć):) Na szczęście kawa mi nie szkodzi… wino też:D

[18.03.2018] – od tygodnia jestem na diecie i jest mi przepysznie. Dawno tak dobrze nie jadłam. I tak smacznie. Na śniadania zwykle mam owsianki i jaglanki, czyli tak jak lubię… słodko, smacznie i przede wszystkim szybko! Z owocami, cynamonem, kawą!!!. Pysznie:) Ale oprócz owsianek zdarza się jaglana sałatka, równie pyszna:)

 

 

Przekąski = 2 śniadanie nie ustępuje ani na moment śniadaniom, ale mam już tutaj większą różnorodność. Najczęściej sałatkowo mi, ale mój faworyt to makaron z awokado i pomidorem (obłędnie pyszne):)

Obiady… obiady to już bajka. Wiem, że jednak soczewica mi nie służy, ale poza tym – jeszcze pyszniej i każdy z obiadów da się zrobić w 20-30 minut… no chyba, że gotuję brązowy ryż… to 45:)

Każde danie jest mocno przemyślane. Ma w sobie mnóstwo warzyw, co mi osobiście bardzo, bardzo pasuje. Ja bardzo lubię warzywa!

Na poobiednią przekąskę mam zwykle koktajl i tu zaczyna się ślinotok:)

Aldona podrzuciła mi kilka super pomysłów – a kiwi + orzechy + jabłko + pietruszka to w ogóle mistrzostwo świata!

Kolacje… to nie suche zielsko…

Kolacje są przepyszne, zwykle jest to bułka z „Putki”:) Ale ta bułka jest świetna! I do tego odpowiednie dodatki. A czasami jest to upieczony batat:) Mhmmmmmmm:)

Mam nadzieję, że moje zdjęcia nakręcą Was do lepszego odżywiania:) Mnie się taka opcja podoba i… chyba nie mogłabym się tłumaczyć, że nie mam czasu na gotowanie, bo wszystko to robi się bardzo, bardzo szybko!

Ale są warunki dodatkowe, których przestrzegam…

0 słodyczy

0 alkoholu

0 podjadania, chyba, że to marchewka:)

I tak sobie myślę, żeby mi się nigdy nie znudziło:)

Wprawdzie będę musiała zrobić przymusową przerwę za tydzień i będę musiała pożreć jakiś kawałek ciasta w święta, ale w związku z tym, że postanowiłam na Wielkanoc zostać w domu sama ze sobą… oszczędzę sobie pokus ze świątecznego stołu:)

Mam nawet ciastoplan… będzie pysznie:)

No, ale przecież nie wszystko kręci się wokół jedzenia:) Choć w sumie to chciałabym, bo gotować lubię a jeszcze bardziej jeść!

Jest też bieganie… choć u mnie pośrednio. 10 marca miała miejsce 2 edycja Biegu Kobieta na Piątkę. Jak co roku słonecznie, pięknie, kolorowo, kwieciście, cudnie! Tyko ja kibicowałam, ale kibicowanie też jest fajne. Odziałam dyżurną kieckę, naciągnęłam wianek i pozowałam najlepiej jak umiałam. W końcu mieliśmy fajnego Fotografa, dzięki Sylwek za zdjęcia!

Kobiety i Chłopaki spisali się na medal! Na piątkę, a może nawet i na szóstkę.

Mały, lokalny bieg, ale tak jak i rok temu z fantastyczną atmosferą, z roześmianymi buziami, z kolorami na ubraniach i w sercach. Patetycznie trochę to brzmi, ale było super:)

Dla mnie dodatkowo super, gdyż udało mi się odświeżyć kontakt z koleżanką, z którą z różnych powodów (oczywiście bez kłótni, czasem życie się układa inaczej) ten kontakt się urwał. A co nas połączyło? Bieganie!

Kasiu, strasznie się cieszę, że się udało. No i dumna jestem bardzo, że zdecydowałaś się na ten bieg, że podobało Ci się i wykręciłaś niezły czas.

🙂

Trochę się piecze ostatnio.

Choć w zasadzie nie ma szału ilościowego:)

Ale są pozycje bardzo emocjonalne, jak np. ciastka pszczółki dla córeczki mojej koleżanki Iwony. Andzia, bo tak ma na imię Jubilatka, skończyła 2 lata! (już!!!) i do przedszkola zaniosła ciasteczka – pszczółki:)

Mam „przecieki”, że się podobało:)

Ale przede wszystkim znaczący dla mnie był nowy kurs tortowy Drip Cake! Dla mnie bomba! Mogę porzucić torty z masy cukrowej i robić dripy! Poza tym, to tak fajnie kawowo brzmi:)

A że ja lubię Kawę… to wiadomo:)

Ale wracając do kursu. Jak zawsze pełna profeska! Dostałam nawet biszkopt gluten free, a taki był pyszny:) Muszę tylko ładnie się pouśmiechać o przepis.

To nowe „COŚ” w moim wypiekowym świecie i to „COŚ”, co bardzo mi się podoba:)

P.S. Zdradzę, że mam już dwa zamówienia na Dripy:) Nie mogę się doczekać realizacji:)

[01.04.2018]

Jestem po 2 tygodniach diety i 3 dniach zupełnego odpustu „włoskiego”.

Dietę chwalę wciąż, bo bardzo mi smacznie, a o włoskim jedzeniu i wypiekach… opowiem niebawem, bo jest o czym opowiadać:)

W międzyczasie poleciał nowy tort do Damiana. Było to nie lada wyzwanie, ponieważ miał być Maincraft i chyba wyszło:)

W środku maliny + krem śmietankowy. A od siostry Mamy Damiana mam kolejne zamówienie, co oznacza, że było w porządku:) Super!

100 lat Damian! Szczęśliwego życia!

Razem z tortem dla Damiana wysuszyły się dwie bezy dla Stałej Klientki:) Fajnie, gdy dzwoni Ktoś i zamawia coś (tu akurat bezę) tak po prostu, na niedzielę:) A drugą w prezencie:)

Echhhhh… wypiekowo mi:) I słodko szalenie!

No ale miało być też o pływaniu:)

Pływam, fakt w perspektywie ostatnich dwóch tygodni to rzadko, ale w czasie bezwyjazdowym, to 3-4 razy w tygodniu:) Bo pływanie lepiej mi idzie i jest coraz fajniej. Usłyszałam w prawdzie wczoraj, że „ręce układam jak do macareny”, ale potem było już lepiej. No i czasówki robiłam wczoraj, co było dość wyczerpujące, ale w sumie „po” bardzo fajne:)

Otworzyli basen na Inflanckiej – 50m, co oznacza, że po pracy mogę brykać na „wypływanie”. To wypływanie jest o tyle fajne, że basen nie kojarzy mi się „zadaniowo”, a z przyjemnością pływania, poruszania się w wodzie mniej lub bardziej koślawo:)

Tym miłym akcentem dziękuję za uwagę.

A z racji tego, że są Święta, życzę Wam radości rodzinnej, spokoju i odpoczynku.

Ja… ja natomiast pomyślę o kolejnej notce, która tak samo, jak ta… będzie przepełniona kolorowym jedzeniem!