Minęło już kilka [10] dni od biegowego weekendu, więc najwyższy czas coś napisać.

Zanudzałam do niedawna bezbiegowymi notkami, w zasadzie w ogóle zanudzałam, bo nic ciekawego nie było, hmmmm… w ogóle mało co było:) Ale, tak jak wspominałam, mam silne postanowienie poprawy. Ogólnie. Życiowo.

Trochę biegam, zaczynam… nooooo od Bielańskiego Biegu Dzika mam już za sobą 3 biegi, 1 trening rowerowy …. to już coś:) No i dzisiaj planuję iść na Cross Training Intro – liczę na to, że to Cross dla leszczy takich jak ja:)

No ale, miało być o bieganiu.

Bielański Bieg Dzika – 8.09.2018.

Nie nastawiałam się na rekordy, na długie trasy, w ogóle nie nastawiałam się na nic szalonego:) Zważając na moje podłe nastroje w ostatnim czasie, nawet nie za bardzo chciało mi się iść. Poszłam. Pobiegłam. Było fajnie, jak zawsze. Grupa, to grupa. Ludzie, których lubię, szanuję, którzy mnie znają lepiej lub gorzej, którzy mi pomagają gdy trzeba.

Pogoda dopisała, nawet za bardzo:) Na zdjęcia była idealna, na imprezę rodzinna – świetna, ale na bieganie – tak sobie. Było ciepło, trochę za ciepło, ale dałam radę. Ciężko się wraca do biegania po długiej przerwie, ale oczywiście da radę to zrobić. Wiem… marudzę strasznie, ciągle coś mi nie pasuje, ciągle coś mi nie leży, ciągle mi źle… Trochę to prawda, zapętliłam się w nędznych nastrojach i nawet jak mogę już biegać, to nie za bardzo mi się chcę z domu wyjść. Dlatego poszukuję motywacji. Dlatego reaktywowałam drużynowe SLOW, ale o tym chwilkę później:)

Bielański Bieg Dzika.

Dwie trasy – 5 i 10 km. Biegi dzieci. I ja:) Z koszykiem z chałkami. Tak bardzo chciałam te chałki, tak dobrze się czuję biegając z wypiekami dosłownie i w przenośni, że zaakceptowałam słaby układ sponsorski, ale górą poszło chyba „postaw się, a zastaw się”. Generalnie nie ma o czym pisać, ale za rok mam nową motywację i mobilizację na znalezienie fajnego sponsora wypiekowego 🙂 Niech tylko miną wybory i wygra nasz kandydat na Burmistrza, aby mieć pewność, że nasz bieg się odbędzie 🙂 To wtedy będzie można zacząć działać:) Dopóki angażuję się w Bielański Bieg Dzika, to zawsze będą wypieki dla dzieciaków, choćbym miała sama piec:) Może to nie jest najgorszy pomysł. Może kiedyś Biegam z wypiekami urośnie rangą do najlepszych sponsorów biegu i pojawi się na plakacie, jako przyjaciel:)

Na razie biegam z koszykami i częstuję wypiekami:):):)

🙂

Dziękuję Andrzej Chomczyk, Sztuka Kadru za świetne ujęcia:)

W Biegu Dzika udział wzięło ponad 700 osób. Nas zbieg rośnie z roku na rok. I wcale mnie to nie dziwi, bo atmosfera jest super, bo pogoda nam dopisuje, bo mamy fajny teren, bo robimy to z sercem i pełnym zaangażowaniem!

(mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe, że udostępniłam te zdjęcia u siebie, w zasadzie i tak są publiczne, ale wolę uprzedzić, jakby ktoś sobie nie życzył – please info):)

A jak mi się biegło? Ciężko:) Ale nie ma co się dziwić. Przecież w zasadzie wcale nie trenowałam. Nawet nie chodziło o czas, w ogóle było mi ciężko, ale było fajnie. Pośród znanych mi i serdecznych ludzi. Było wspaniale:) Motywacja do rozpoczęcia treningów od nowa.

Mój plan na wrzesień – rozbiegać się:) No na październik też, ponieważ w planie mam 2 tygodnie urlopu, więc … na razie ambitnie, buty biegowe lecą ze mną i będę Was zasypywać biegowymi i podróżniczymi zdjęciami z pięknej Portugalii, a potem Włoch. Będę biegać z wypiekami, aby później kolejne wypieki pochłaniać z mniejszym wyrzutem sumienia. Będę sama, ale mam zamiar zrelaksować się, odpocząć psychicznie, pobiegać, pozwiedzać, pojeść…

Proces rozbiegania rozpoczęty.

Sobota – Bieg Dzika

Niedziela – wygrałam konkurs ogłoszony przez Decathlon Bemowo. Nagroda był darmowy pakiet na Bemowski Przełaj Stulecia. A co trzeba było zrobić? W komentarzu umieścić zdjęcie biegowe.

I to właśnie zdjęcie dało mi szansę wystartowania w danym biegu.

Co mogę o nim powiedzieć? Bieg z potencjałem.

Jedyny mankament? – pętle i to krótkie….:(

Jak wskazuje sama nazwa – jest przełaj i to cieszy, ja dawno nie biegałam biegów asfaltowych, jakoś tak mnie nie ciągnie. Ostatni miałam w styczniu, jeśli mowa o zawodach, bo jak biegam sama, to zwykle po osiedlu, do lasu się boję. Start obok stadionu, kilka kroków po polbruku a potem las. Na początku dość płaska ścieżka, ale po chwili góreczki, podbiegi i zbiegi, oczywiście nie jakoś mocno wymagające, ale zróżnicowanie terenu było. Dwie pętle prawie po 2 kilometry dla Pań i 2 pętle dla Panów. Kiepsko, trochę jak chomiki w kołowrotku. Panie przy dwóch okrążeniach nie zdążyły się zanudzić, ale Panowie… pewnie kręciło im się w głowie. Wniosek – teren – TAK, forma – TAK, pętle – jeśli trzeba, to ok, ale zdecydowanie trzeba je wydłużyć:) No i wydłużyłabym trasy, nawet do 10-15 km. To byłaby fajna przygoda w mieście.

Czy polecam dzielnicową konkurencję? Pewnie że tak. Pierwsza edycja, nie za wiele uczestników. Kameralnie, ale przyjemnie. Medale takie trochę słabe, bo plastikowe, ale lepszy rydz niż nic – szczególnie dla kolekcjonerów.

Moja „ścianka” prezentuje się tak:)

Nie ma tu wspomnianego Przełaju i w ogóle w tym roku marnie z ilością, ale nadrobię. Szczególnie, że mam kilka planów na przyszły rok. Nie wiem jeszcze jak się to układa w kalendarzu, ale pierwszy będzie 19.01 – Predathlon na Suwalszczyźnie. Kolejny – jak zdrowie i siły pozwolą – Ultraśledź na koniec lutego na Podlasiu. Potem może jeszcze Ultra Hańcza:) Na pewno stawiam na biegi terenowe! Góry, pagórki, las!:)

 

Ale …

zanim to zrobię, muszę trenować. Ale aby trenować potrzebuję mobilizacji. Zdrowie już jest, brak mi siły psychicznej. A może sobie tylko wmawiam i to najzwyklejsze w świecie lenistwo. Ale aby z tym walczyć… reaktywowałam drużynowe SLOW.

SLOW z Naprzód Młociny:)

20:30, Most Północny. Kilka kilometrów w tempie dość spokojnym. W przyjaznej atmosferze, w fajnym towarzystwie, po Bielanach:) Niesamowita dla mnie motywacja do wyjścia. Bo jak już ogłoszę, że jest, to przecież wstyd nie przyjść:) Najlepsza mobilizacja do wyjścia z domu. Przydałoby się takie SLOW x3 w tygodniu, bo byłabym przeszczęśliwa:)

Na pierwszym powakacyjnym slow pojawiła się kilkanaście osób. Uważam to za swój mały sukces. Wprawdzie założenie Szajki to nie moja zasługa, ale wtorkowe wybieganie przez wakacje zamarło. Przyszedł wrzesień. Przyszedł czas zmian, postanowień. Przyszedł koniec wakacji i leniuchowania. Przyszedł czas treningów.

 

Mój plan na na tydzień? Napięty:)

Cross (o ile dam radę i o ile mi się spodoba), Bieganie x3 (w tym jedno dłuższe leśne wybieganie), Rower x 2 (poranny spinning). 6 treningów, dla przeciętnego człowieka, sporo… a gdzie wepchnąć jeszcze pływanie i rower w terenie? Aaaaaaaa…. brakuje mi czasu:) Ale dam radę!

Chętnie napiszę Wam jak żyję po pierwszym Crossie:) hihihihi… ciekawe co mnie będzie bolało i jak długo! 😀