Piątek…

Północ…

Dworzec Zachodni…

Ecolines…

Ale przed, uroczysta kolacja inaugurująca wyjazd jubileuszowy:)

Nocny Market… on nigdy nie zawodzi:) Zawsze znajdziesz tam coś co da się z rozkoszą pochłonąć… i … wypić:)

Podróż … wymarzona. Zasnęłam pewnie jakoś za Warszawą a obudziłam się jakieś 40/50km przed Berlinem… Uznać można, że podróż był rewelacyjna! I komfort też całkiem niezły. Autobusy Ecolines mają telewizory, filmy, muzykę… tylko tym razem nie zdążyłam skorzystać:):):)

Dworzec autobusowy znajduje się dość daleko od centrum, ale bardzo blisko dworca jest stacja metra. Bilet jednorazowy, w zależności od strefy… 3/3,5 eur, my kupiłyśmy na cały dzień – 7 eur

Alexanderplatz… nie wywarł na mnie wrażenia szalonego, gdyż byłam już tam. No… może teraz był nieco większy (wtedy było tam sporo straganów jarmarkowych, bo byłam w Berlinie na jarmarku świątecznym).

Bezdomni, trochę ich dużo. Śpią na materacach, w zakamarkach, pod mostami… i wiecie co? Największe menelstwo, które w Berlinie widziałam… mówiło po polsku:(:(:( Wstyd. Wstyd, że to nasi rodacy. Słychać i widać ich z daleka. Zwracają na siebie uwagę. Żenujące. Smutne. Przykre…

Ale oprócz bezdomnych można było zobaczyć rzeczy przyjemne i spróbować „kawałka Niemiec”:)

Czy polecam Berlin?

Na jeden dzień zdecydowanie TAK! Zawsze to coś nowego. Niewątpliwie ciekawego.

Na dwa dni też polecam:)

Nie jestem z tych, co lubią chodzić po muzeach i podziwiać sztukę. Przyznaję się, nie znam się na malarstwie, nie czuję rzeźby i nie umiem wczuć się w inne aspekty sztuki. Nie umiem…

Ale lubię miejsca, kuchnię, kulturę życia…

Często ciekawe miejsca związane są z historią… tak i w Berlinie.

Jednym z ciekawszych miejsc był pozostały kawałek Muru Berlińskiego.

Ten mur, to taki swoisty krzyk wolności.

Kiedyś nieosiągalny, podwójny, niemożliwy do przejścia … dziś symbol podziału, ale i wyzwolenia… wolności, zburzenia podziałów… z daleka krzyczy kolorami, hasłami, obrazami… wolność, swoboda, świat, życie…

East Side Gallery – spokojnie do niej można dotrzeć pieszo z Alexanderplatz, ale dojazd metrem również nie jest trudny, tylko trzeba się przesiąść:)

Zabawne jest jak handlarze zarabiają na „murze berlińskim”… sprzedają kawałki (ba czasem certyfikowane) jako pamiątki i magnesy:)

Ja jednak skupiłam się na innym symbolu Berlina… zdecydowanie o wiele przyjemniejszym, jakim jest Ampelmann:) Światełkowy ludek, który ma swój sklep i całą kolekcję gadżetów, ubrań, jedzenia, naczyń…:) Nie mogłam przejść obok niego obojętnie, więc… kupiłam żelki, odblask do mojego super nowego plecaka, gąbkę… zawsze to fajnie mieć faceta pod prysznicem… Miałam ochotę na foremkę do ciastek, ale… dla samej siebie piec będę? … zrezygnowałam:)

Berliński Ampelmann jest dość przyjazny i ta mania Ampelmanna jest zjawiskowa. Przy czym nie robią dziadostwa. Produkty z zielonym światełkowym ludkiem są dobrej jakości… a żelki smakują wyśmienicie:)

Berlin i wszystkie … „must see”

  • Brama Brandenburska
  • Mur Berliński ten stojący i „linia” po nim
  • Reichstag

 

Pomnik Pomordowanych Żydów Europy – Betonowe „klocki” – sztuk 2711. Najwyższy podobno ma niewiele poniżej 5m!!! Robi wrażenie. Choć zabrakło mi tam ciszy i skupienia. Dzieci, dorośli, biegi, skoki, zdjęcia… „atrakcja akrobatyczna” 🙁

Zwiedzanie trzeba było uwieńczyć jedzeniem:)

A że w kuchni niemieckiej nie ma szału, to… trzeba było próbować lokalsów:)

Czyli… na ruszt poszedł wurst:)

Miał byc currywurst – ten popularny, ale trzeba było czekać za długo, więc skończyło się na Bratwurst, czyli niczym innym jak kiełba w bułce:)

A wieczorem… Riesling:) W różniej postaci, różnej odsłonie – zawsze pyszny, zawsze dobry:)

A takie hasło zawsze do mnie przemawia:)

Piwo… no jak Niemcy, to piwsko, mięcho i precle:)

I mimo, że to nie do końca moje smaki… kiełbasa, mięso, kapusta i kluchy… to nie mogę powiedzieć, że było niesmaczne. Wszystko było dobre:) Ale u siebie bym tego nie jadła, dla mnie zwyczajnie za ciężkie.

Currywurst tez udało się spróbować:)

Podobno bez spróbowania nie można powiedzieć, że było się w Berlinie. Tak więc co… Berlin „zaliczony”:)

Restauracja w której świętowałyśmy z Justą była mi trochę znana. Najważniejsze dla nas to, że niemieckie. W zasadzie Browar HB. Byłam w takowym w Monachium podczas Oktoberfest. Miałam bardzo dobre wspomnienia, więc i tym razem spróbowałyśmy. Jedzenie – bezbłędne. Można było wziąć golonkę, ale to tez nie mój smak:) Piwo, nie jestem znawcą, ale dobrze wchodziło:) Klimat – szerokie ławy i ławki do siedzenia… orkiestra „festiwalowa”grająca Despacito… i całkiem fajny kelner:) Ech…

 

No w każdym razie mam pamiątkę w postaci zdjęcia:)

Przez to Berlin stał się dla mnie jakby bardziej przyjazny… a wieczór z niemieckim techno… zdecydowanie niezapomniany:)

Berlin ma ciekawe muzea, ale jak wspomniałam nie jestem z tych „sztukowych”… choć muzeum jedno odwiedziłam, bo byłam ciekawa…

Muzeum NRD… taki powrót do czasów PRL, multimedialne i interaktywne… ciekawe… czas zwiedzania max 1h, nie ma za wiele do oglądania, no chyba, ze wszystko czytasz, to może się zejść i do 3h:)

Trabanty, politycy, Lenin na ścianie, przykładowy NRDowski dom a w zasadzie mieszkanie, szkoła, przedmioty… jeszcze niedawno w „użyciu”, dziś już w muzeum:)

Całkiem fajne to muzeum:)

Choć na fajniości zyska jeszcze za parę/parenaście/paredziesiąt lat.

Berlin w niedzielę, przed wyjazdem zyskał wiele w moich oczach… zasługa – spacer bulwarami nad Sprewą. Ten Berlin bardzo mi się spodobał. Bardzo:)

Mimo swojej „twardości niemieckiej”, nie wiem czy wiecie o co mi chodzi…

Berlin może być całkiem przyjemnym, romantycznym nawet miastem…

Jest jednocześnie brzydki bardzo, oszklony i dość brudny, ale przy tym ma miejsca ładne, stylowe, przyjemne…

Na weekend idealny, szczególnie, że „przy okazji” można zrobić nalot na tutejszy Primark i zakupić kilka ładnych i tanich szmatek:)

🙂

Berlin jest … interesujący.

Za dnia i w nocy:)

A króluje nad niem telewizyjna wieża, którą tym razem odpuściłam:)

Z wielu powodów będę bardzo miło wspominać tę wycieczkę…

Ze szczególnymi pozdrowieniami dla PKP Intercity, które spóźnia się nawet w Niemczech:):):)

Czy warto pojechać do Berlina?

Warto! Polecam ja!